Nie wiem, jak to Jezus robił, ale z upływem czasu, gdy do Niego przychodziłam, sprawiał, że coraz mniej rozpraszały mnie tzw. okoliczności zewnętrzne. To stawało się wtedy, gdy już zaczęłam rozumieć istotę ciszy i powoli  zaczęłam korzystać z jej owoców.
O, jakie to było dla mnie trudne, gdy w czasie Adoracji ktoś obok odmawiał półgłosem modlitwę, albo mając chore gardło ciągle pokasływał, albo gdy ktoś stukał obcasami, gdy wchodził lub wychodził z kościoła, albo gdy szeleścił torbą usiłując wyjąć modlitewnik czy różaniec. Natychmiast przychodziło rozproszenie, niezadowolenie, grymas na twarzy. No i myśli typu: czy ten człowiek nie rozumie, że przeszkadza?
Tymczasem Jezus sprawiał, że w trakcie Adoracji coraz mniej moje uszy rejestrowały te zewnętrzne hałasy, a coraz bardziej wyostrzał się duchowy słuch. Choć nie ukrywam, że kilka razy w czasie Adoracji zdarzyło mi się możliwie jak najgrzeczniej prosić o ciszę osoby modlące się na głos.
Aneta

Tak, to prawda, każda chwila dana Mi w Adoracji powoduje, że działam w tobie. Przemieniam cię według mojego upodobania. Zabieram to, co niepotrzebne, a obdarzam tym, co pomoże ci być ze Mną jeszcze bardziej.
Jezus

tekst: Duch Święty, Aneta

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This div height required for enabling the sticky sidebar