Kategorie
Duchowość Dzielne Niewiasty

Zrozumieć i pokochać Eucharystię cz. III

Na początku każdej Mszy św. staję przed Bogiem ze świadomością własnych win. Staję, jak dziecko, które jest brudne, ma powalane ubranie i uznaję, że potrzebuję na nowo stać się czysta.  Czasami wyobrażam sobie, że oto aniołowie zmieniają moją zniszczoną i brudną szatę na piękną i czystą suknię. Czeszą moje potargane włosy i pięknie je układają. Skrapiają mnie wonnościami i tak przyozdabiają, abym była godna stanąć przed obliczem Boga. Oto, co czyni we mnie akt pokuty.

Odzyskuję piękno dziecka Bożego. Jak matka nie zniechęca się, by swojego maluszka stale doprowadzać do porządku przez kąpiel i czystą odzież, tak Bóg czyni mi to samo.  Najpiękniejsza dziewczyna jest odpychająca, gdy ma brudne ciało,  włosy w nieładzie i poplamione  ubranie. A tak właśnie wyglądam stając na progu świątyni. Czyż nie napisano, że „Sprawiedliwy siedem razy na dzień upada”? A ja nie wiem, czy jestem nawet sprawiedliwa, bo może mam się gorzej…  Ale Bóg, który mnie kocha bardziej niż najczulsza matka wie, jak temu zaradzić. I dzieje się ze mną to samo, co z synem marnotrawnym, który uznaje „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie…” (Łk 15,21).   W odpowiedzi brzmią słowa ‘”Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go, dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi” (Łk 15, 22).

Dobrze, gdy  mam postawę ”Ojcze, zgrzeszyłem…”. Jakie to jednak trudne dla mojej dumy! Świetnie wyliczę błędy innych, ich wady czy upadki, ale swoje…? Raczej usprawiedliwiam siebie. To tylko pomyłka… Nikogo nie zabiłam…  Nikogo nie okradłam… Stoi za tym mała znajomość siebie! Mała wrażliwość na własne grzechy!  Dlatego tak ważny jest codzienny rachunek sumienia. Św. Ignacy Loyola zwalniał współbraci z różnych pobożnych praktyk (gdy mieli nawał zajęć), ale NIGDY z rachunku sumienia. Rozumiał, że na tym zasadza się cała osobista świętość i współpraca z Łaską. Bez pokory czyli prawdy o sobie nie ma mowy o rozwoju życia duchowego i postępie w świętości.  Dlatego ten Święty zalecał, by codziennie przez 15 minut pomyśleć, co dobrego się uczyniło dla Boga i drugiego człowieka, a co Bóg uczynił dla mnie. Jak wyglądają moje obowiązki stanu, co wymaga większej uwagi czy rzetelności. Dobrze odprawiony  rachunek sumienia to taki, z którego wynikają jakieś postanowienia. Mam wymagać od siebie. I dzieje się tak, że gdy praktykuje codzienny rachunek sumienia, moje wyznanie win w trakcie Eucharystii robi się bardziej szczere i konkretne. Widzę jakościową zmianę w przeżywaniu tego fragmentu Mszy św. I mam postanowienie, by nie zaśmiecać swojej duszy, którą Bóg przez spowiedź powszechną  uczynił na nowo piękną, zdrową i mocną. Chcę to szanować!

Drugim miejscem wyrażania skruchy w trakcie Mszy św. jest modlitwa OJCZE NASZ. Wyznaję tam, że winy, jakie inni zaciągnęli wobec mnie są im odpuszczone. Czy  jednak ma to faktycznie pokrycie w moim życiu? Może  są osoby,  co do których mam postawę „ nigdy mu/jej tego nie  daruję?”. Jeśli tak, żyję w nieprzebaczeniu, które zamyka moje serce. A to bardzo istotna przeszkoda do życia łaską. Jezus nie bez powodu powiedział przypowieść o nielitościwym dłużniku. Darowano mu dziesięć tysięcy talentów (sumę, którą niosłoby więcej niż kilkaset osób), a nie chciał darować 100 denarów (kwotę mieszczącą się w kieszeni).  (Mt 18, 23-34). Ja jestem w takiej sytuacji przed Bogiem!  On, Pan i Stworzyciel darowuje mi  wielkie moje długi, a czy ja jestem gotowa darować innym ich małe względem mnie winy? Z serca i szczerze? OJCZE NASZ zobowiązuje. Nie chcę i nie mogę mówić tych słów nadaremno.  Kiedy przebaczam, spadają łańcuchy,  jakimi jestem skrępowana, choć w sposób niewidzialny, ale nie mniej realny. Odzyskuję wolność wewnętrzną i duchową, o ile trwam w postawie przebaczenia. Rozumiem też, że to trudne dla mojej natury, bo stale jestem raniona. STALE!  Już  apostoł Piotr pytał Jezusa, czy trzeba przebaczać  „…aż siedem razy”?  A Jezus mu odpowiedział  „Nie mówię ci, że aż  siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”(Mt 18, 21). Czyli ustawicznie, zawsze, jakby bez końca. Zdumiewające! Może nawet szokować…  Ale skoro sam Jezus mnie do tego zachęca, to znaczy, że leży to w mojej mocy. Tym bardziej, że mam to samo zapewnienie, co apostoł Paweł „Wystarczy Ci mojej łaski”. Oto prawdziwa moc chrześcijaństwa!

Msza św. jest miejscem mojego pojednania, a równocześnie niezwykłego obdarowania.  Świadomość tego budzi we mnie wielką radość serca i poczucie ogromnej wdzięczności. To dlatego chcę  śpiewać pełną piersią „Chwała na wysokości Bogu” ( por Łk  2,14), które kapłan intonuje po akcie skruchy.  To jak najbardziej stosowny moment, by wychwalać Pana, „gdyż wielkie rzeczy  uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Imię Jego…” (Łk 1,49).  Naprawdę często tęsknię za tym, by śpiew zebranych na Mszy św miał taką moc, żeby zadrżały  mury, „a świątynia napełniła się dymem od  chwały Boga  i Jego potęgi” (por. Ap 15,8)…

Cdn

tekst i redakcja:  Marzena    zdjęcia: Pixabay

3 odpowiedzi na “Zrozumieć i pokochać Eucharystię cz. III”

Mocne!
Doskonale dobrane ilustracje dopowiadają resztę…
Dziękuję za ten wpis, bardzo dziękuję…

Po przeczytaniu wpisu pragnę dopowiedzieć – według mnie – bardzo istotną sprawę. Akt pokuty na początku Mszy Świętej gładzi wyłącznie grzechy tzw. powszednie.
Syn marnotrawny popełnił wiele grzechów ciężkich (m.in. wyparł się swego ojca, zadawał się z kobietami lekkich obyczajów, roztrwonił cały darowany mu majątek, a na koniec pasł świnie, które w tamtych czasach były uważane za zwierzęta nieczyste, czyli tym samym stał się nieczysty według Prawa). Jego obraz umieszczony w miejscu, gdzie mowa o akcie pokuty na początku Mszy Św., może sugerować, że ów akt pokuty gładzi wszystkie, czyli również najcięższe grzechy, a tak nie jest. Grzechy popełnione przez syna marnotrawnego mogą być zgładzone wyłącznie w sakramencie pojednania i pokuty.
Podobnie obraz rozczochranych włosów i mocno ubrudzonego ubioru sugeruje poważne wewnętrzne i zewnętrzne nieuporządkowanie, wskazuje na wielki nieład, czyli ciężką materię win grzechowych, a tych akt pokuty na początku Mszy Św. nie jest w stanie usprawiedliwić. Z tym trzeba iść do spowiedzi sakramentalnej.
Myślę, że dla dobra czytających osób i ku właściwemu budowaniu religijnej świadomości warto bardziej roztropnie dobierać opisywane obrazy do treści. Szczególnie my kobiety mamy dar wyobraźni, a szkoda, by zostały w niej nie do końca właściwe skojarzenia.

Aneto,
dziekuję, że chciałaś podzielić się swoimi odczuciami. Twoje dopowiedzenie o sakramencie pokuty jest oczywiście bardzo ważne. Choć ja odnosiłam się do spowiedzi powszechnej, o której wiemy, że gładzi grzechy lekkie.

Mój opis brudnego ciała w jakiś sposób Cię poruszył, a nawet uznałaś go za mało roztropny. Tymczasem to moje subiektywne przeżywanie, które jest więcej dzieleniem się niż teologiczną interpretacją. Niemniej grzechy lekkie są dla mnie nieładem i brudem, gdy grzechy ciężkie – śmiercią duchową.

Dziekuję za Twoją wypowiedź i mam nadzieję, że znalazłaś w tekście także coś pozytywnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *