Facebook, znajomi i … apologetyka

Media społecznościowe nazywa się wirtualnym światem. Ja do końca z tym się nie zgadzam. Krąg moich znajomych to bardzo konkretne osoby, niemal wszyscy, z małymi wyjątkami, znani mi osobiście. Dlaczego miałabym uważać to za sztucznie wykreowaną rzeczywistość?

Ktoś powie, że to tylko  wycinki czyjegoś życia A zdjęcia mogą być retuszowane. Czyli do końca nie jest to prawdziwy obraz. A w realu jest? Też mówimy to, co nam pasuje. I pokazujemy się od takiej strony, jaką chcemy, aby inni widzieli. Samo życie.  Do świata wirtualnego trzeba zachować dystans dokładnie taki sam, jaki mamy  w życiu codziennym.

Grono moich znajomych na FB jest bardzo różnorodne.  Są wśród nich osoby wierzące, antyklerykałowie, a nawet ateiści. Heteroseksualni i homoseksualni. Są osoby, z którymi się zgadzam oraz ci, z którymi wchodzę w polemikę.  Dlaczego tak? Bo chcę, by mój profil na FB był prawdziwy, tak jak w realu.

Nie każdy jednak ma takie podejście. Jakiś czas temu czytałam  wpis pewnego mężczyzny, który z niekłamaną radością poinformował, że usunął z grona znajomych blisko sto osób i ma teraz święty spokój. Można i tak. Tylko, że mimo woli tworzy się samemu sobie enklawę. Wybiera izolację. Grono tak samo myślących jest miłe i pewnie mało konfliktowe, tylko nieco odrealnione. Przynajmniej dla mnie.

A teraz powiem o apologetyce. Dlaczego poruszam ten temat? Otóż moi niepokorni znajomi z FB w ostatnim czasie mocno się zaktywizowali. I wrzucają na swoje profile szydercze memy z Kościoła. Lub zjadliwe wpisy atakujące wiarę. Oraz udostępniają materiały, które czasem odbierają mi mowę (a do tego trzeba faktycznie  czegoś mocnego).

O co chodzi? Oczywiście o zmasowany atak, którego jesteśmy świadkami w przestrzeni publicznej i nie tylko. Takie filmy jak KLER czy TYLKO NIE MÓW NIKOMU, to element tej kampanii. Podobnie jak wszelkie prowokacje, od marszów zaczynając na profanacjach wizerunków Matki Bożej kończąc. To dlatego wracają mi wiele razy na myśl słowa apostoła Piotra „…i bądźcie zawsze gotowi  do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. ( 1 P3,15)

Apologetyka jest działem teologii zajmującej się obroną wiary. Ataki i zarzuty towarzyszyły Kościołowi od zawsze. Wielu świętych było pierwszymi profesorami apologetyki. Bronili wiarygodności Pisma św., dogmatów, polemizowali z wyznawcami innych religii i bronili  istnienia Boga przed ateistami. Tymczasem z tego co widzę, przytacza się stare zarzuty i powtarza te same oskarżenia. A to oznacza, że, ty i ja, potrzebujemy znać argumenty i bronić się. Ale łatwo nie jest.

Ostatnio zobaczyłam mem, który oskarża nas, chrześcijan, o ludobójstwo 120 mln ludzi na świecie (!) Powiemy, to jakiś absurd. Wierutne kłamstwo. Bzdura wyssana z palca. Ale uwierzcie mi, ludzie którzy to udostępniają, naprawdę mają takie przekonania! I teraz, aby obalić takie brednie, trzeba na tyle znać historię kościoła, aby przytoczyć jakiś kontrargument.

A jak perfidnie potrafią być wykorzystane treści z Biblii… Ręce opadają… Na przykład pewne środowiska  obwieszczają światu, że przecież Jezus też miał dwóch ojców!

…i bądźcie zawsze gotowi do obrony…”   Jestem gotowa, ale wpisy , jakie powstają nie są prymitywne. Przeciwnie. Ich poziom pokazuje, że stoją za tym spece od socjotechniki i inżynierii społecznej. Etatowi i dobrze opłacani. I lecą w przestrzeń mediów takie przewrotne treści. Często są to też półprawdy. Te są gorsze od kłamstw. O ile bowiem kłamstwo dość łatwo zdemaskować, półprawda jest trudniejsza, właśnie ze względu na ten element prawdy, jaki ma. Naprawdę mniej zorientowane osoby biorą te kłamstwa za fakty i robi się niezły zamęt mentalny. I jestem przekonana, że już za chwilę te argumenty będą przewijać się w rozmowach towarzyskich nieźle nas zaskakując.

Skoro pracownik  znanej sieci handlowej bronił swoich racji powołując się na Biblię, od razu pojawił się post zawierający  biblijne cytaty ze Starego Testamentu, tak zestawione, że współczesnemu człowiekowi  Bóg może wydać się  potworem! Czy dziwne, że pod takim wpisem ludzie komentują, że najlepiej gdyby Kościół zlikwidowano? I kiedy wreszcie się tego doczekają? Aż takie budzi to postawy. To naprawdę nie są żarty! Ktoś słusznie zauważył, że holokaust zaczynał się też od nagonki społecznej. To niepokojące. Mam wrażenie, że trochę przechodzimy nad tym do porządku dziennego w myśl zasady „ a co ja mogę”, „to i tak nic nie da”, „niech inni coś z tym zrobią”.

To dlatego zdecydowałam się na ten wpis. Czuje potrzebę, by  stworzyć między nami przestrzeń do rozmawiania także o takich sprawach. Czy spotykacie się z antykościelnymi wpisami? Obraźliwymi memami? Jak się z tym czujecie? Co przeżywacie?  Czy może widzicie jakieś działania, które są skuteczne? Lub ktoś jest dla was przykładem?  Podzielcie się tym w komentarzu.

Ja polecam Wam stronę, gdzie więcej można poczytać o samej apologetyce. W bardzo przystępny sposób.

Apologetyka – poradnik jak zacząć, skąd się uczyć, co czytać, jak dyskutować

 

Tekst i redakcja: Marzena zdjęcia: Pixabay

 

 

2 myśli w temacie “Facebook, znajomi i … apologetyka”

  1. Marzeno, w odpowiedzi zacytuję Ci o. Tadeusza Rydzyka.
    Zło rozprzestrzenia się, bo „dobro” nic nie robi. Cudzysłów to już mój dodatek w tym cytacie.
    Kolejny cytat, za prof. Jaroszyńskim recenzującym obecnie obowiązujący podręcznik do języka polskiego, w którym Biblię – jak zauważył Profesor – określono jako zbiór mitycznych opowieści na kanwie prawdziwej historii Izraela, dlatego niektóre postacie są prawdziwe.
    Czy potrzeba trolli, by przekształcać mentalność?
    Z obserwacji rzeczywistości mam taką refleksję, szkoła młodym mówi o Bibli – bajce, przemysł organizacji czasu wolnego wyciąga tabuny młodych z korpo, z urzędów i zakładów do siłowni, na korty, baseny, sal gimnastycznych etc. skutecznie przekonując, że to jest cool. Dlaczego – myślałam sobie dzisiaj analizując oferty na benefity dla naszych pracowników – nie znajduję w swojej poczcie albo na stronach internetowych zgromadzeń katolickich oferty rozwoju duchowego albo jak to nazywała Alicja – oferty duchowego SPA – skierowane do pracowników z mojej organizacji, z korpo i z innych zakładów? Oferty przygotowanej profesjonalnie i dostępnej systematycznie, w powtarzających się interwałach. Znalazłabym kilka osób z mojej organizacji chętnych do ćwiczeń duchowych. Policzylibyśmy się ilu nas jest, jako grupa moglibyśmy wspierać się nawzajem, wspierać innych, którzy potrzebowaliby duchowego wsparcia. Dlaczego nie ma? Kiedy będzie? Czy w końcu znikną z miejsc pracy ludzie, którzy otwarcie przyznają się do Chrystusa, pozostawieni sami sobie, owce bez pasterza.

    1. Dziękuję za Twoją obszerna wypowiedź. Słyszę w niej nutkę żalu.

      Pierwsza myśl, która mi nasunęła się to jej lekturze, to przekonanie, że nie bez powodu Sobór Watykański II tak docenił laikat. Żyjemy w czasach, kiedy aktywność osób świeckich w kościele jest tak duża i jednocześnie różnorodna, jak nigdy w historii. Zauważam wiele oddolnych inicjatyw, które wspaniale odpowiadają na potrzeby czasu: nie tylko wspólnoty, ale też organizacje prawne jak ruchy, stowarzyszenia i fundacje. Marsze dla życia dziś gromadzą tysiące ludzi, ale na początku było to jedynie pragnienie w czyimś sercu.
      Co to dla nas oznacza? Jeśli widzę gdzieś ważny obszar, gdzie brakuje etyki czy wymiaru katolickiego, może to zadanie dla mnie? A może nie ja tym się zajmę, ale komuś zgłoszę? Warto zabrać tę troskę na modlitwę i szukać światła Ducha św. Wiele wspaniałych dzieł rozwinęło się tylko dlatego, że ktoś zaczynał od małych kroków.

      Zatem, działajmy! Do odważnych czyli dzielnych świat należy!
      Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *