Byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie…

FIOŁKI to potoczne określenie zakładu karnego, który mieści się przy ulicy o takiej właśnie nazwie. Trochę kłóci się ona z widokiem drutu kolczastego i masywną bramą, którą trzeba pokonać, by dostać się do środka.  Byłam tam w minioną sobotę, ponieważ rano odprawiana jest Msza św dla osadzonych. Kapelan przychodzi wtedy  razem z wolontariuszami, do których grona i ja się zaliczam. 

Akurat kiedy wchodziliśmy do środka, wypuszczano  kogoś po odbyciu wyroku. Mężczyzna dostał reklamówkę do ręki (pewnie tą samą, z którą przyszedł). Uderzające było to, że nikt na niego nie czekał przed bramą. Uświadomiłam sobie, że wolność to jeszcze nie wszystko. Trzeba mieć do kogo wrócić. Czy czekał na niego jakiś kąt? Tego się już nie dowiem…

Razem ze mną była  Jola, piękna i gustownie ubrana blondynka, mniej więcej w moim wieku. Od razu zaznaczyła, że w czasie Eucharystii siadamy między skazanymi. Taki prosty gest, by pokazać, że nie ma podziału na „my” i „wy”, ale, że tworzymy wspólnotę.

Więźniowie wchodzący do kaplicy witają się przez podanie ręki. Mówimy do nich „bracia”. Jest sporo nowych twarzy. Uświadamiam sobie, że cieszy mnie widok  znajomych osób, poznanych podczas ostatnich odwiedzin. Robi się miłe zamieszanie, po czym wszyscy zajmujemy ławki.

Kapelan przed Mszą służy jeszcze w sakramencie pokuty.  Serce rośnie na widok chętnych, którzy ze spowiedzi korzystają. W międzyczasie zebrani śpiewają swoje ulubione piosenki. Męskie, donośne głosy, drżą ściany kaplicy. Śpiewają solennie wszystkie zwrotki.  Myślę o tym, że nikt by się nie spodziewał  usłyszeć w tym miejscu „Panie nasz, króluj nam. Boże nasz, króluj nam”. A kiedy przyszła kolej na „Była cicha i piękna jak wiosna”  wzruszyłam się do łez. Ci mężczyźni doświadczają wiele pogardy i odrzucenia, często także od najbliższych. Również społecznego napiętnowania. Tymczasem tak bardzo potrzebują, by okazać im serce. Wspólnie spędzić czas. Uścisnąć dłoń ze słowami „do zobaczenia”. Serdeczność i życzliwość drugiej osoby zdają się tu nie mieć ceny. Podobnie jak okazywany wzajemnie szacunek.

Oczywiście, wolontariat więzienny to rodzaj powołania. Tu nie każdy będzie  czuł się dobrze i swobodnie. Ale Bóg posyła ludzi z posługą także za kraty. To czasem są prozaiczne sprawy: ktoś przygotował 4 kartony męskiej odzieży. Poprzednia taka akcja cieszyła się wielkim wzięciem: każda rzecz znalazła nabywcę. Ojciec kapelan obiecał poprowadzić chłopakom trening piłki nożnej na spacerniaku. Bo ewangelizacja to nie tylko głoszenie Jezusa, ale  zadbanie o  całego człowieka.

Byłam poruszona patrząc na więzienną kaplicę i tabernakulum, na zebranych. Nawet w takim miejscu  Jezus czeka na każdego w ciszy i pokorze… Nikogo nie przekreśla, nikogo nie odrzuca. Przeciwnie, każdemu zdaje się powtarzać słowa: Wróć synu, Ojciec czeka…

„Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7)

tekst i redakcja : Marzena  zdjęcia : Pixabay

2 myśli w temacie “Byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie…”

  1. Marzeno, dziękuję za podzielenie się Twoimi myślami i spostrzeżeniami na temat tych ludzi wykluczonych. To piękny rodzaj posługi bliźniemu i prawdziwe świadectwo. Bo przecież o to właśnie chodzi, aby nieść dobro, miłość i Jezusa tam, gdzie ich nie ma, gdzie ich potrzebują najbardziej.
    Nigdy nie dotrzemy do serca każdego, ale może chociaż zasiejemy w kilku ziarno, a Bóg sam wesprze swoją łaską.
    Dziękuję za piękny wpis.

    1. Agnieszko, dziękuję za Twój komentarz i miłe słowa.
      Zadziwia mnie, jak Bóg troszczy się o każde swoje dziecko. I właśnie za murami więzienie czuje się to najbardziej. Może dlatego wolontariat jest tak naprawdę otrzymywaniem? I doświadczeniem miłości? Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *