W drodze do Santiago de Compostela- intermezzo

Cały adwent we Wrocławskim Kościele Uniwersyteckim wędrujemy wraz z naszym kapelanem szlakiem św. Jakuba do Betlejem. Te rekolekcje o pielgrzymowaniu mają nas doprowadzić do miejsca narodzenia Pana Jezusa.

Ksiądz Pawlukiewicz równie pięknie mówił w jednym z adwentowych kazań, że nie spotkamy Boga, jeśli nie odnajdziemy siebie. Maryja i Józef ruszyli do miasta dawidowego, z którego pochodzili, do miejsca swego początku. (tu piękne rozważania na ten temat: http://www.teologia.pl/Biblia_k/lk_02.htm Czasem i my musimy wyruszyć w tę podróż, aby zrozumieć siebie.

Moje doświadczenie jest takie, że łatwiej jest mi prosić Boga o uzdrowienie różnych sfer mojego życia, gdy zrozumiałam, co stanowi mój problem, mogę wtedy współpracować z Jego łaską.

Ja na Boże Narodzenie również wyruszam do mojego Betlejem, do małego miasteczka, w którym się wychowałam. Biorę swój plecak, który towarzyszył mi do Santiago ( po 4 wypadkach samochodowych, które miałam w tym roku, nie mam siły jechać swoim samochodem) ruszam więc autobusem. Po raz pierwszy na przystanku, nie czeka na mnie Tata, który jest chory na raka. Przypominam sobie studenckie czasy, gdy przyjeżdżałam z plecakiem właśnie. Jest mi jakoś tęskno i smutno, że Tato nie czeka, nie chodzi o odległość, to tylko 1,5 km, ale że Taty zabrakło.

W trakcie tych świąt myślę, o tym, jak mnie to miejsce kształtowało, o zranieniach, których tu doznałam, ale i o moim wzrastaniu. Już jako dziecko nie godziłam się na zastaną rzeczywistość. Organizowałam teatrzyki na trzepaku dla innych dzieci, czy grupę teatralną w szkole, choć nie mieliśmy instruktora. Zatapiam się we wspomnieniach o mojej pierwszej komunii św., którą przyjęłam z pełną świadomością i o tym, że byłam chrzczona w święta Bożego Narodzenia- czy można sobie wyobrazić piękniejszy okres liturgiczny? Zatapiam się w modlitwie dziękczynnej w moim przepięknym kościele parafialnym. Tacie przywiozłam kremówki z Wadowic, które uwielbia, raz w tygodniu są przywożone do Wrocławia. Jan Paweł II mówił o Wadowicach, że tu wszystko się zaczęło, wyrażał wdzięczność polskiej szkole, nauczycielom, miał świadomość, że jego kapłaństwo zaczęło się w momencie chrztu św., kremówki są kulinarnym wspomnieniem tego czasu.

Proboszcz jakby nawiązuje do moich rozważań, cytuje w trakcie kazania św. Jana Pawła II, jak wzywał młodych do tego, by mieć swoje Westerplatte. Proboszcz parafrazuje to wezwanie mówiąc, że każdy powinien mieć też swoje Betlejem. A Betlejem dzieje się, jeśli podajemy rękę drugiemu człowiekowi, ocieramy czyjeś łzy, płaczemy z płaczącymi, a radujemy się z wesołymi. Nad szopką jest wielki obraz przedstawiający nasze miasteczko z bardzo charakterystyczną wieżą ratusza i kościoła. Ten malunek rzeczywiście zmusza do refleksji, że Pan narodził się właśnie tutaj, dla mnie, a i ja w tym miasteczku, i w tym kościele poprzez chrzest narodziłam się dla Boga i Kościoła. Jak rozumieć to moje Betlejem- z pomocą przychodzi koleżanka z grupy wsparcia przesyłając takie życzenia:

Zawsze, kiedy uśmiechasz się do swojego brata I wyciągasz do niego ręce

Jest Boże Narodzenie

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać    Jest Boże Narodzenie

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,

Które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności

Jest Boże Narodzenie

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”, tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa

Jest Boże Narodzenie

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość

Jest Boże Narodzenie

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy, jest Boże Narodzenie.

Matka Teresa z Kalkuty

Myślę o tym, co powiedział papież Franciszek w trakcie pasterki, że jeżeli ulegniemy szałowi zakupów, a nie zauważymy potrzebujących wokół nas, to nie znajdziemy Jezusa.

Po powrocie muszę zaprosić w końcu owdowiałą niedawno sąsiadkę, przygotowałam jej w prezencie misia i pierniczki.

Dobrze przeżyty adwent sprawi, że durnowata formuła święta, święta i po świętach nie będzie cię dotyczyć. A Betlejem będzie miejscem spotkania Syna Bożego w drugim człowieku. Następny adwent za rok, ale trwamy w radości Bożego Narodzenia.

Maria Magdalena

PS Polecam modlitwie mojego Tatę, modlę się o zdrowie duszy i ciała.

4 thoughts on “W drodze do Santiago de Compostela- intermezzo”

  1. Patrzymy na Narodzonego w szopie. Bo chcemy jak najwięcej, na zapas, na cały rok nagromadzić światła w naszych duszach, by nam go nie zabrakło do następnego Bożego Narodzenia.
    ks. Mieczysław Maliński

  2. „Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość
    Jest Boże Narodzenie” – Bądź uwielbiony Panie w każdej próbie takiego rozpoznania!!!

  3. Od 11rż./tragiczna śmierć mojego taty/smutne było Boże Narodzenie a szczególnie Wigilia
    Puste miejsce przy stole potęgowało tęsknotę i ból.
    Z wiekiem zrozumiałam,że czas Chrystusa na ziemi też był krótki.Przekazał nam tyle ilemógł,ale obiecał,że Duch Święty przyjdzie i nas poprowadzi.
    Każde ,kolejne Święta ruszajmy……każdy do ,,swojego”Betlejem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *