W drodze do Santiago de Compostela – przed pielgrzymką

Moja pielgrzymka do Santiago de Compostela nie zaczęła się od progu domu, ani od katedry w moim mieście; duchowo rozpoczęła się na Ukrainie w Hodowicy, 15 km od Lwowa. Dlaczego w tak dziwnym miejscu? Zapraszam do lektury.

Mój były mąż  wyprowadził się w połowie maja 2015 roku. Nie wiedziałam wówczas, że do innej kobiety, albo po prostu nie chciałam w to wierzyć. Zostałam sama w dużym domu… Pan jednak zatroszczył się o mnie, bo w tym czasie w pracy byłam producentem bardzo ciekawego wydarzenia. Gościliśmy dwóch artystów z USA, przedsięwzięcie okazało się niezwykłym sukcesem. Moja praca została doceniona, a artyści uwielbiali moje towarzystwo. Cieszyli się bardzo, gdy znalazłam chwilę, aby wypić z nimi kawę, czy zjeść lunch. Niespodziewanie odwiedził mnie również kuzyn z rodziną z Katowic, przyjechały siostrzenice, w tym jedna z zagranicy. Nikt z nich nie wiedział o mojej sytuacji, ale cały czas nie byłam sama. Pod koniec czerwca moja przyjaciółka Natalia poprosiła, abym przyjechała do Hodowicy k. Lwowa – powiedziała mi – „Złapiesz dystans, a mi bardzo potrzebna jest pomoc. Kilku kontrahentów złożyło ofertę projektu renowacji kościoła i potrzebuję pomocy i twojego autorytetu”. Natalię i Hodowicę poznałam, gdy pielgrzymowałam z Rzeszowa do Lwowa. W Hodowicy w XIX w. zdarzył się cud. Akwarela z Matką Bożą Pocieszenia w cudowny sposób odnowiła się. Właściciele oddali obraz do kościoła i od tego czasu obraz ten zasłynął licznymi łaskami. Co roku, 15 sierpnia przychodzili tu pielgrzymi z całego regionu i okolicznych krajów. Po II wojnie światowej mieszkańcy przewieźli obraz do Wrocławia, gdzie po wielu perypetiach trafił do kapucynów przy ul. Sudeckiej. Niestety kościół w Hodowicy, perła architektury, najpierw zamieniony na magazyn, w latach.70-tych został w tajemniczych okolicznościach spalony i do dziś stoi zrujnowany. Więcej informacji na ten temat: www.hodowica.pl. Wokół tego miejsca zebrała się grupa ludzi, która chce odbudować kościół, ja również działam w tej sprawie, bo gdy raz ujrzałam tę świątynię nie mogę o niej zapomnieć. Dzielę się z myślą o wyjeździe na Ukrainę z koleżanką z Warszawy, która również pielgrzymowała do Lwowa. Agata mówi, że chce pojechać ze mną. Sąsiad przychodzi mi z pomocą i proponuje, że zajmie się moim psem i kotami. Z Agatą spotykamy się w Przemyślu, jesteśmy zachwycone tym miastem. Szczególnie wieczorem w kawiarni na Starym Mieście jemy coś dobrego, patrzymy na podświetlone zabytki, które przypominają nam Włochy lub Hiszpanię i Agata zaczyna snuć swoją opowieść o Camino, które przemierzyła dwukrotnie. Rano wyruszamy do Lwowa. Agata jest z zawodu architektem, choć teraz w innej branży, zna się na wielu rzeczach i może wspomóc Natalię w ocenie kosztorysów. Natalia twierdzi, że wizyta Agaty to odpowiedź na jej modlitwy. Ponieważ Natalia pracuje, my z Agatą spędzamy dużo czasu razem, spacerujmy po Hodowicy i prowadzimy niekończące się rozmowy. Agata do Santiago pielgrzymowała dwukrotnie i mówi, że dla mnie to najlepszy czas, aby to zrobić. Jestem pełna obaw. Czy samotna kobieta może się czuć bezpiecznie na szlaku, skąd wezmę pieniądze, były mąż wyczyścił wszystkie konta, czy dam radę fizycznie? Wprawdzie pielgrzymuję od kilku lat, ale tu trzeba nieść swój plecak z całym dobytkiem? Agata przekonuje mnie, że na szlaku jest bezpiecznie, że ona raz szła sama, a raz z siostrzenicą. Rzuca w pewnym momencie: „Masz wszystko, aby się nie bać, a się boisz, to samo dotyczy twojego życia”. Zastanawiam się, tak ona ma rację, mam wszystko, aby się nie bać: komunikuję się w 3 językach, pielgrzymuję od kilku lat, a pieniądze przecież daje Bóg, choćby i to dodatkowe zlecenie dało dochód, przecież jestem bardzo odważna, więc co stoi na przeszkodzie, aby spróbować? Wszak pielgrzymka do Santiago de Compostela była na mojej liście marzeń. Dzielę się z Agatą myślą, że chciałabym iść na Camino primitivo. Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale właśnie tam ciągnie moje serce. Agacie nie podoba się ten pomysł, mówi, że na szlaku francuskim jest więcej miejsc noclegowych i zabytków, a na primitivo jest jak wśród popegeerowskich pól. Agata jest zaskoczona moim wyborem, mówi w końcu: – „Czy Ty zawsze wybierasz to, co do ciebie nie pasuje? – pyta zniecierpliwiona – bo mam wrażenie, że tak było z tym twoim mężem”… Agata mówi jeszcze, że Camino jest jakby odzwierciedleniem naszego życia, ją spotkały niemal wszystkie etapy, które przechodziła w życiu. Na Camino otrzymuje się też znaki, proroctwa, co do przyszłości. Opowiada, że na trasie zawsze w kryzysowej sytuacji pojawiała się pomoc. Agata dodaje mi odwagi. Decyzja już podjęta – wyruszam, choć nie mam jeszcze pojęcia, jak to wszystko zorganizować…

Maria Magdalena

7 myśli do „W drodze do Santiago de Compostela – przed pielgrzymką”

  1. Agata przepraszała mnie potem, że sugerowała mi jakikolwiek szlak. W drodze do Santiago jedynym kompasem jest serce, trzeba podążać tropem, które wskaże.

    1. opisywanie chwile potrwa, bo obowiązków dużo, a trochę sił czasem brakuje, ale uważam, że droga jest tak ważna by się tym dzielić z innymi 🙂

  2. Aniu, masz rację, bardzo ciekawy wpis -czekamy 🙂
    MM – o gościnnym i zmotywowanym Sercu – poruszyłaś wiele dla mnie osobistych tematów np. Ukraina, itd.

    Życzę spokojnego dnia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *