W drodze do Santiago de Compostela- pierwsza towarzyszka drogi.

Ania jest pierwszą osobą, która mi towarzyszy w drodze. Jest nie tylko super kumpelką, ale pierwszym człowiekiem, którego Pan daje mi do wspólnej modlitwy.

Mamy wyruszyć w drogę w dzień Pański. Poprzedniego dnia pytamy, o której rano jest msza św.; okazuje się, że o 7 .00 niestety nie w katedrze, ale w kolegiacie św. Izydora.

Gdy my szukamy kościoła, pierwsi pielgrzymi wyruszają na szlak – dobrze ich widzieć, będziemy wiedzieć, w która stronę iść. Miasto, wczoraj tak pełne ludzi, dziś opustoszałe. Proszę Pana, by nas doprowadził na miejsce; przez moment jesteśmy niepewne, ale wreszcie miejscowy przychodzień i jedno z pierwszych słów, które wymawiam po hiszpańsku z intonacją pytającą: Iglesias san Izidoro? Pani z uśmiechem pokazuje nam drogę. Wchodzimy do starej, pięknej świątyni, ale przy głównym ołtarzu jest pusto, nie wiemy o co chodzi. Za chwilę starszy Pan pokazuje drogę do bocznej kaplicy, tam jest kilka osób. Po mszy proboszcz zaprasza nas do zakrystii, błogosławi i przybija pieczątkę, dostajemy też obrazek ze św. Izydorem. Warto poczytać o tym świętym http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/04-04.php3; żeby było śmiesznie ten biskup z VI wieku jest patronem Internetu.

Szczególnie podobają mi się jego dwie myśli:

  • „Ucz się, jak gdybyś miał żyć wiecznie, żyj – jak gdybyś miał umrzeć jutro”.
  • „Na początku słuchaj. Zabieraj głos jako ostatni. Ostatnie słowo jest więcej warte niż pierwsze.”

W tym dniu były następujące czytania:

PIERWSZE CZYTANIE Joz 24, 1-2a. 15-17. 18b

PSALM RESPONSORYJNY Ps 34 (33), 2-3. 16-17. 18-19. 20-21. 22-23 (R.: por. 9a)

DRUGIE CZYTANIE Ef 5, 21-32

EWANGELIA J 6, 55. 60-69

Dla mnie szczególnie ważne:

„Naród wówczas odrzekł tymi słowami: «Dalecy jesteśmy od tego, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć cudzym bogom. Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem».

Podczas adwentu 2014 postanowiłam odnowić przymierze z Bogiem i zostać świadomie Jego ludem. Kiedy masz takie przymierze wypełniasz swoje zobowiązanie, a o resztę troszczy się Bóg.

Tu Rekolekcje/konferencja, która mnie do tego zachęciły:

Psalm, który wzmacnia, nic więc złego nie grozi mi w drodze:

Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy, * ale Pan go ze wszystkich wybawia. On czuwa nad każdą jego kością * i żadna z nich nie zostanie złamana.

Oraz przepis św. Pawła na szczęśliwe małżeństwo, to również ważna wskazówka, bo w drodze pragnę przemyśleć, co się wydarzyło w moim życiu, w moim małżeństwie, co mnie spotkało, ale jak ja wywiązałam się z roli żony.

„Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus Głową Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, niemający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony tak, jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to jest wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.”

I Słowa Pana Jezusa: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem»,

oraz wyznanie Piotra:

«Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my uwierzyliśmy i poznaliśmy, że Ty jesteś Świętym Bożym».

Po mszy, posilone chlebem niebieskim, wracamy na lekkie śniadanie i teraz już naprawdę w drogę. Dziwne to uczucie. Zaniepokojone śledzimy znaki, po paru kilometrach każda z nas dochodzi do wniosku, że choć miałyśmy odwagę wyruszyć z domu samodzielnie, pierwszego dnia czułybyśmy się nietęgo. Modlimy się razem, mamy dużo wspólnych tematów. Ania jest kolejną 30- tką na mojej drodze do Santiago. Idziemy przez Leon, potem jeszcze jakieś miasteczko, ale w pewnym momencie jesteśmy w szczerym polu, nie ma żadnych pielgrzymów, wszyscy wyruszyli dużo wcześniej. Wiem, pojawia się w głowie myśl: gdybym tak była sama, i Ty może, która pragniesz wyruszyć w tę drogę, czytając to boisz się. Ale nawet niewierzący, którzy przemierzają ten szlak mówią, że DROGA opiekuje się Tobą. A przecież tu jest coś więcej niż droga. Jesteśmy pod specjalna opieką św. Jakuba, ale to PAN jest drogą, prawdą i życiem i ON ma nas w swojej opiece, posiliłyśmy się wszak chlebem życia, cóż może czynić nam człowiek? Jest może jeden moment krytyczny, nie widzimy strzałek żółtych, ale pojawiają się niebieskie. Dochodzimy do wniosku, że może zabrakło farby i podążamy za niebieskimi; coś nas jednak niepokoi… Po ok. 2 km dogania nas rowerzysta i tłumaczy, że to strzałki rajdu rowerowego, wiemy już, że strzałki do Santiago są zawsze żółte. To był kolejny anioł, tym razem na rowerze. Nie zdarzyło mi się pobłądzić w drodze do grobu św. Jakuba, zawsze ktoś podpowiadał, krzyczał, abym zawróciła, biegł za mną, by wskazać odpowiedni kierunek – to moje doświadczenia. Gdy zboczyłyśmy z właściwej drogi trafiamy na porzuconą winnicę. Winnica jest zarośnięta i skarłowaciała. Ania sięga po kilka owoców i podaje mi, są małe i cierpkie. To bardzo symboliczne: Jezus mówi do nas: Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami, kto trwa we Mnie, a Ja w nim, będzie żył na wieki. Kto gubi Jezusa nie ma szansy na wzrost, jest odcięty od źródła życia. Kto jest blisko Boga, choć może słaby i grzeszny, Ojciec go nawozi i oczyszcza, aby wzrastał.

Na nocleg dochodzimy z Anią do wymarłego jakby miasteczka, przewodnik poleca nocleg w alberdze u Jezusa (imię właściciela, wcale nie rzadkie w Hiszpanii), ale jest tam jakoś dziwnie, nikt jakby na nas nie czekał, idziemy dalej. Znajdujemy prywatną albergę w okolicach kościoła. Kościół zamknięty na 4 spusty, na dachu bocianie gniazdo, które wygląda raczej złowrogo niż sympatycznie. Miasto w ogóle nie ma ducha. W alberdze jesteśmy same w pokoju, to zaleta, wyśpimy się. Chcemy coś zjeść i tu niespodzianka, ciepłe dania dopiero po 20, niestety częsta praktyka w Hiszpanii. Jemy jakąś kanapkę, przechadzamy się po miasteczku, jest naprawdę dziwne. Wieczorem w knajpie schodzi się cała wioska, mam wrażenie, że to jest to nowe miejsce kultu. Bóg został zapomniany, całe życie toczy się w knajpie, ale ludzie wydają się być samotni. Idziemy spać, mamy za sobą pierwsze kilometry z plecakiem. Droga i wspólna modlitwa zbliżyły mnie i Anię, zasypiamy snem sprawiedliwego…

Maria Magdalena

 

 

18 thoughts on “W drodze do Santiago de Compostela- pierwsza towarzyszka drogi.”

  1. Mario Magdaleno – wzruszająca jest Twoja DROGA z Panem Jezusem i przyjaciółką Anią i innymi!

    Pisarzu – piękny i mądry wpis 🙂

    1. Pisanie jest wysiłkiem, nadal zapraszam do wspólnej podróży wirtualnie, a potem może na szlak. Wszak hasło tego roku to Idźcie i głoście !

  2. Szczególnie podoba mi się to zdanie „Ucz się, jak gdybyś miał żyć wiecznie, żyj – jak gdybyś miał umrzeć jutro”. W pełni oddaje to co staram się robić :).

    1. Dla mnie to zdanie też jest niezwykle inspirujące. W u. r. miałam 3 poważne wypadki samochodowe, naprawdę musimy być gotowi na śmierć. Dla osoby wierzącej to bycie w stanie łaski uświęcającej. Drogi Towarzyszu drogi cieszę się, że czytasz 🙂

  3. Dzielna podróżniczko – dziękuje za Twój wysiłek – efekty końcowe są fantastyczne!

    Moja osobista Przyjaciółka Ania/Niewiasta o wrażliwym Sercu – kumpela ze szkolnej ławy – powiedziała mi, że czyta Twoje wpisy i bardzo się jej podobają – byłam zaskoczona – nie mówiłam jej o tym – dowiedziała się z fb – życie jest pełne niespodzianek 🙂

    1. Dziękuję za dobre słowo, słowa mają moc, mogą przeklinać, ale i błogosławić. Wzmocnienie przyszło w samą porę, bo nie mogę skończyć kolejnego wpisu. Pozdrawiam Was obie. A Tobie dziękuję, że stale się odzywasz. Pewnie Twój charyzmat to wzmacnianie innych, warto się tym ucieszyć i w pełni korzystać.

  4. Jestem przekonana, że masz sporo czytelniczek/ków – oczekujących z radością na kolejne rozdziały książki – akcja nabiera tempa ….
    Stara zasada – jak jest trudno – to potem cuda!
    Zalecam: pyszną kawę, spacer z psami, itd….
    Dziękuje za piękne i dobre słowa – serce rośnie …

    P.S. Ja lubię pisać komentarze dla Ciebie – sprawia mi to radość 🙂

  5. Czekają, czekają 🙂
    „Wędrując” tak z Tobą Mario Magdaleno, sporo refleksji się nasuwa… i tęsknota, aby wyruszyć w nową drogę bez strachu w pełnym zaufaniu Panu.

    1. Kochana Aniu, wpis się tworzy. Jak bieżące życie dostarcza dużo trudnych wydarzeń potencjał twórczy automatycznie maleje, ale dziś dopisuję dalej, bo czekają 🙂 A jak marzysz o tej drodze to daj się ponieść. Ja sama rozważam zrobienie jakiegoś odcinka, bardziej z myślą o ewangelizacji: Idźcie i głoście. Choć dziś po wysłuchaniu pewnej konferencji zastanawiam się, czy ewangelizacji nie powinnam zacząć od samej siebie 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=IAvqKHeuPxM

  6. tzn. od spowiedzi czas zacząć…
    „Ciągle zaczynam od nowa…”
    Konferencja interesująca.
    Mario Magdaleno, ale Ty już idziesz i głosisz 🙂
    Pozdrawiam

    1. Polecam stałego spowiednika 🙂 ja też się wybieram w sobotę.
      Tak samo powiedziała pierwsza towarzyszka drogi Ania, Ty już ewangelizujesz. Jeśli to moja droga to niech Pan umacnia i prowadzi 🙂

  7. Coś niepojętego: najpierw znajoma pielęgniarka opowiada mi o swojej wędrówce do Santiago, podrzuca książkę Andrzeja Bochenka „Nie idź tam człowieku!”, potem czytam na FB Twoje przemyślenia z Drogi Jakuba i dalej Proboszcz z mojej parafii zachęca podczas ogłoszeń parafialnych :”…obejrzyjcie film „Ślady stóp”, poczujcie się jak na pielgrzymce”. I mimo tego, że mam tak „pod górkę”, tyle różnych problemów ( i z córką, i z chorym teściem…), a co tam , nie zginą beze mnie, organizuję 2 koleżanki ( nie trzeba ich było specjalnie namawiać)i jesteśmy w „Kijowie” i oglądamy i to jest piękne. I to też jest nasza Ewangelizacja… Nadmienię, że tego dnia od jednej z nich dostałam zaległy prezent imieninowy: Ewangelia 2017 Słowo na każdy dzień.

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze odcinki

    1. o tę książkę chętnie bym przeczytała, polecam książkę Marka Kamińskiego 3 biegun i w ogóle jego świadectwo , a Słowo na 2017 też posiadam i stosuję :0 Wieczorem przed snem czytam, aby we mnie pracowało, a rano rozważam.

        1. o. Pelanowski mówi, ze trzeba minimum 3 lata czytać regularnie Biblię, aby zacząć nią żyć. W myśl zasady z kim przestajesz takim się stajesz 🙂

  8. Ewo – Niewiasto o troskliwym SERCU – skąd ja Cię znam 😉 – no dzięki Tobie – byłyśmy na filmie pt ” Ślady stóp” – nie ma co pisać na ten temat – TRZEBA IŚĆ- więcej informacji na stronie http://www.sladystop.pl – pewnie nie będzie długo „gościł” na ekranach kin ( jest za dobry).

    ps w filmie fajny jest ślimak, krowy itd. ……. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *