W drodze do Santiago de Compostela – Pan jest moim pasterzem.

Droga prowadzi często przez pagórki, na których pasą się owce. To zachęca, by modlić się psalmem dawidowym:
Bóg pasterzem i gospodarzem
1 Psalm. Dawidowy.
Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
2 Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
3 orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
4 Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
są tym, co mnie pociesza.
5 Stół dla mnie zastawiasz
wobec mych przeciwników;
namaszczasz mi głowę olejkiem;
mój kielich jest przeobfity.
6 Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
i zamieszkam w domu Pańskim

Camino istotnie pokazuje nam jak niewiele rzeczy potrzebujemy i jak Bóg troszczy się o nasze potrzeby. Mój bagaż ważył ok. 8 km z plecakiem. Ja, która na urlopy zabierałam walizy ciuchów i książek, cały swój dobytek niosłam na plecach. Ograniczyłam się bardzo, a i tak niektóre rzeczy zostawiłam w albergach (są takie specjalne półki, na których możemy zostawić rzeczy, których nie potrzebujemy, jak również możemy wziąć coś dla siebie, jeśli czegoś nam brakuje). Przejrzałam mnóstwo portali, pytałam wielu ludzi i ciągle miałam poczucie niepewności, czy zabrałam właściwe rzeczy. Wskazówka od zaprzyjaźnionej siostry zakonnej brzmiała: weź jak najmniej. Ludzie pisali np. aby nie brać całej apteki ze sobą, bo to cywilizowany kraj i leki można kupić. Ja zabrałam sporo rzeczy, które okazały się ciężkie, a rezultacie jak czegoś potrzebowałam to ktoś mi użyczył, albo kupowałam w aptece. Byłam kiedyś na mszy św. w Berlinie. Tam ksiądz powiedział na kazaniu, że robiono badania w latach 80-tych i przeciętny Niemiec posiada 8000 przedmiotów. Bałabym się liczyć, ile przedmiotów posiadam ja. Ile szalików, butów, książek, których na pewno do końca życia nie przeczytam. Ciągle obiecuję sobie, że już nic nie będę kupować i potem ulegam. Jak to możliwe, że przeżyłam z jednym plecakiem cały miesiąc i nie brakowało mi niczego… W rezultacie miałam jedne spodnie z odpinanymi nogawkami (profesjonalne), leginsy, sandałki trekkingowe, buty do biegania po asfalcie, 3 koszulki, no i jedną sukienkę oraz pareo, które służyło mi jako przykrycie poduszki, gdy wydawała mi się niezbyt czysta, jako chustka na głowę, gdy było gorąco, szalik, gdy wiało w szyję, a już nad morzem jako pareo. W sukience czułam się luźno i kobieco. Ponadto pałatkę od deszczu i grubą techniczną bluzę.
Tego dnia przekraczamy granicę Asturii i wchodzimy do Galicji, co ciekawe, tu inna strona muszli pokazuje kierunek. W Asturii przy wiejskich domach stoją spiżarnie na kamiennych słupach. Były to dość duże budynki. W Galicji też są, ale są mniejsze, a na daszku mają umieszczony krzyż. Przyszło mi do głowy, że gdy mamy mniej, jakby rozumiemy, że nasze życie zależy od Boga. To koresponduje z tym, co napisałam wcześniej. Gdy mamy mniej, w naturalny sposób powierzamy się Bogu, a On pragnie naszego zaufania.

 

 

 

 

 

Mogę też w pewnym momencie zobaczyć scenę, jak strzygą owcę. Istotnie, nie wydaje żadnego głosu. To przejmujący widok. Przedziwne, że w trakcie tej pielgrzymki spotykam postacie o biblijnych imionach i obserwuję sceny, które mają swoją symbolikę w Biblii.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce,
każdy z nas się obrócił ku własnej drodze,
a Pan zwalił na Niego
winy nas wszystkich.
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony,
jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich. Iz. 53, 6-7

To, że umarł za nas, to doświadczenie prawdziwej miłości. Dochodzę do Fonsegrady. Tu drogi moje i Rose w naturalny sposób się rozchodzą. Wchodzimy do jednego budynku, ale ja idę do albergi na parterze, a Rose do części hotelowej na piętrze. Spotykam Ulę i innych znajomych, razem idziemy do marketu i kupujemy produkty na wspólną kolację. Za chwilę już biesiadujemy. Po ok. 2 godzinach przychodzi Rose, chciała wyjść ze mną do restauracji, bo Fonsegrada słynie ze wspaniałych dań z ośmiornicy. Widzi, że razem jemy kolację i świetnie się nam razem ze sobą . Wychodzi trochę smutna. Może jednak coś zrozumiała…

4 myśli do „W drodze do Santiago de Compostela – Pan jest moim pasterzem.”

  1. Mario Magdaleno – my to mamy Dobrego Boga a ja z radością w Sercu pisze – On moim Panem i Zbawicielem!
    Zawsze nas szuka i nigdy się nami nie męczy …. piękny dar miłości dla nas ♡

    Buen Camino ( zapamiętałam) 🙂
    To dobry zwyczaj jak ludzie pozdrawiają się w drodze …

    Pozdrawiam radośnie

    Ps. MM – też uczę się minimalizmu. Czy to łatwe? No cóż … 😉

  2. Dziękuję kochane 🙂
    A czy ta książka jest do wypożyczenia w krakowskiej dzielnoniewiastowej bibliotece ? A może któraś z Pań ma taką książkę u siebie i może przywieźć ze sobą na marcowe spotkanie ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *