W drodze do Santiago de Compostela – o tym, jak spotkałam syna.

Na camino dzieją się cuda; można nawet adoptować dziecko. Nie wierzysz? To właśnie mi się przydarzyło.
Jakoś dziwnie powtarza się schemat wczorajszego dnia. Wychodzę sama, czuję się trochę nieswojo. Jaki człowiek jest dziwny … Niemal całą drogę ktoś był ze mną, dlaczego nie potrafię się cieszyć ciszą, byciem sam na sam ze sobą i Bogiem. Szukam czegoś w telefonie i tym razem ja bezwiednie wybieram numer do koleżanki, z którą rozmawiałam wczoraj. Wesoło rozmawiamy, zaczynam odzyskiwać dobry nastrój. Mam pragnienie wyśpiewać radość i na ustach mam: „Kiedy ranne wstają zorze” a następnie ,„Godzinki” i dziarsko wędruję. Pod koniec dnia spotykam Marię Dolorosę. Znów prowadzimy ciekawy dialog przy pomocy tylko kilku słów, które znam po hiszpańsku i tak jak wczoraj świetnie się bawimy. Maria zostaje na nocleg, ja chcę dotrzeć do następnej miejscowości. Maria proponuje, abyśmy razem wypiły kawę. To naprawdę miłe z jej strony, szczerze okazuje mi sympatię. Po kawce ruszam dalej. Ostatni odcinek drogi jest bardzo męczący dla mnie, panuje ogromny upał. Nie mogę znaleźć noclegu. Uff – wreszcie się udaje, biorę błyskawiczny prysznic i szybciutko pomykam na Mszę św. Po raz pierwszy kościół jest pełen ludzi. Moją uwagę zwraca młody chłopak, który bardzo gorliwe się modli.
Przy wyjściu z kościoła spotykam go ma na sobie kurtkę z niemiecką flagą. Miałbym ochotę coś do niego powiedzieć, ale nie znajduję po niemiecku odpowiednich słów. Wychodzę z kościoła. Młody człowiek idzie tuż za mną, mijamy grupkę nastolatek. Słyszę jak wołają do niego Polaco, Polaco. Odwracam głowę i mówię: – Cieszę się, że to akurat Polaco się tak gorąco modlił. Odpowiada mi: – Jak tu się nie modlić, jak Pan Bóg daje tyle łask. Dziewczęta nadal coś wykrzykują za nami. Pytają, czy jesteś moją dziewczyną – mówi. – O, to chyba ogromny komplement dla mnie, bo mogłabym być pewnie twoją matką – stwierdziłam. – Na pewno wyglądasz na mniej niż masz – powiada młody mężczyzna –a ja już go lubię. Okazuje się, że ma 19 lat, ja jestem po 40-ce, więc moim synkiem mógłby być. W lot orientuję się, że chłopak nie ma zbyt zasobnego portfela; – To cud, że tu jestem, bo na mój wyjazd „zrzuciła się” cała rodzina – rozwiewa moje przypuszczenia.. Zapraszam młodego na kolację. Idziemy na menu pelegrino. W zestawie są 3 dania i napój do wyboru. Tomek, bo tak ma na imię pyta, czy może wybrać wino. Nie stawiam młodym ludziom alkoholu – mówię do niego, a w odpowiedzi słyszę, że dziękuje mi, że jestem taka bezpośrednia. Rozmawiamy o Bogu, Tomek mówi, że cieszy się, że mnie spotkał, bo o sprawach duchowych nie miał z kim rozmawiać. Np. ta dziewczyna, wskazuje na Katarzynę, z którą wczoraj jadłam grzybki, strasznie przeklina. Młody jest dość bezpośredni. Pyta, gdzie jest moja obrączka i czy zostawiłam rodzinę udając się samotnie na pielgrzymkę. Odpowiadam mu o swojej sytuacji osobistej, że jestem w trakcie rozwodu i a ta pielgrzymka pomaga mi dokonać podsumowania mojego dotychczasowego życia i zamknąć ten etap już na zawsze. Tomasz chyba zachęcony moją szczerością wyznaje mi, że jest gejem i opowiada jak . mierzy się ze swoim życiowym powołaniem. Jest we wspólnocie „Cyrenejczyk” pod opieką terapeuty, księdza oraz chłopaka, któremu udało się wyjść z tej orientacji seksualnej. Opowiada o swojej sytuacji rodzinnej, ojcu alkoholiku i wielu innych intymnych szczegółach, których nie chce tu opisywać. Opowiada o tym, że ciągle czuje się gorszy, ale przy pomocy terapeuty wzmacnia poczucie swojej wartości.

Przyznał mi się, że kiedyś będąc we Wrocławiu spał na ławce, a teraz jak przyjedzie do mojego miasta to chętnie mnie odwiedzi. Wręczam mu wizytówkę i serdecznie zapraszam. Tomek jest dżentelmenem, postanawia mnie odprowadzić, choć jego alberga wkrótce będzie zamknięta (tak jest w albergach gminnych, zamyka się je o 22). Pierwszy raz w życiu zdarza mi się coś takiego, że przy Tomku czuję się bardzo kobieco – to chyba wynik jego pracy nad swoją męską tożsamością. Jest poza tym bardzo elegancki , jeżeli chodzi o sposób zachowania względem innych. Wzbudza we mnie jednak także uczucia matczyne. Postanawiam go duchowo adoptować i do dziś za niego się modlę. Chciałbym go kiedyś jeszcze spotkać, dowiedzieć się, jak sobie poradził i jak jego życie dalej się potoczyło.. Na koniec całuje mnie w czoło i błogosławi znakiem krzyża. Nie mam biologicznych dzieci, ale Tomek nie jest moim jedynym synem. Najpierw był Anthony, czy raczej Antek z Madagaskaru w ramach adopcji serca. Kilka lat, poprzez regularne miesięczne wpłaty, finansowałam jego naukę. Korespondowałam z nim po francusku, wysyłałam naklejki i kartki. On też czasem pisał do mnie, dostałam też jego zdjęcie. Mam też dwóch synów chrzestnych, z jednej największych rodzin wielodzietnych w Polsce. Chłopcy w wieku 6 i 7 lat nie byli jeszcze ochrzczeni, w rodzinie jest kilkanaścioro dzieci i ich mama miała niesamowity problem, aby znaleźć dla nich rodziców chrzestnych.. Chłopcy mieszkają w tej samej miejscowości, co ja, więc mamy szansę nawiązać bliską relację. Dzieci zawsze potrzebują miłości i troski uwagi. W rodzinie wielodzietnej jest trochę trudniej tę uwagę zdobyć i zostać zauważonym przez najbliższych.. Rodzice są bardzo zapracowani , w tej rodzinie jest jeszcze dziecko niepełnosprawne, więc jest  im bardzo ciężko i z dużym wysiłkiem radzą sobie z codziennymi obowiązkami. Wiem, że moim zadaniem jest prowadzić te dzieci do Chrystusa, a równocześnie pokazać im, że są dla mnie bardzo ważni. Dzieci mają trudności z podstawowymi umiejętnościami szkolnymi dlatego czasem mam wrażenie, że moja praca nie przynosi efektów. Gdy wątpię Bóg zawsze pokazuje mi, że to On czuwa nad ich drogą do Niego. Pamiętam kiedyś, gdy zaproponowałam wspólną modlitwę, pt. za co dziękujemy Panu Jezusowi, w odpowiedzi usłyszałam: za chleb, za życie, za to ze za nas umarł –to Duch św. modlił się w nich – wielka radość dla mnie., bo to przecież wyższa teologia. W tej relacji bardzo szybko okazało się, że nie jestem tylko stroną dającą. Od lat też modlę się w intencji dzieci, których narodzenie jest zagrożone. Robię to praktycznie na okrągło. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy w ten sposób stałam się już matką.
W książce” „Kobieta kapłaństwo serca, którą polecała jedna z dzielnych na naszej stronie jest jasno postawiona teza. Obojętnie, czy jesteś kobietą konsekrowaną, samotną, czy żyjącą w małżeństwie, zawsze będziesz pełnić rolę córki, żony i matki.

6 myśli do „W drodze do Santiago de Compostela – o tym, jak spotkałam syna.”

  1. Mario Magdaleno, niesamowita Twoja droga i nie tylko ta, do Santiago de Compostela 🙂 Jak Bóg mówi do Twego serca, to po wpisach-świadectwach widać jak na dłoni. Dziękuję, że się tym dzielisz.

  2. Kochana Ann wszystkich nas prowadzi, bo każdy z nas jest unikalny. Wiem, że to brzmi jak banał, ale ostatnio dotarło do mnie, że tak naprawdę jest. Spotkałam kiedyś koleżankę na rekolekcjach opowiadała, że tak rozmawia z Bogiem: Panie do mnie mów dużymi literami, abym się nie musiała domyślać 🙂 Spotykam się z komentarzami, jak to możliwe, że tyle rzeczy cię spotkało. Jak to spisuję sama się dziwię…., ale udało mi się otworzyć na Boga i ludzi, pielgrzymka to czas łaski. Aniu czekam na Twoją opowieść, wydarzy się już jutro….

  3. O Mario Magdaleno 🙂 Także od czasu do czasu modlę się takimi słowami jak Twoja koleżanka, ale w zasadzie czemu nie co dzień tak wprost i bez ogródek? A nasze camino ziemskie wciąż trwa i wszystkiego drogi oby prowadziły do Umiłowanego, niewyczerpanego źródła Miłości. W ostatnią niedzielę byłam na Mszy św. w sanktuarium bł.Karoliny i podczas kazania przywołane zostały słowa, które Anioł przekazał prorokowi Eliaszowi:„Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga”. My też mamy taki Chleb. Można przyjść co dzień, posilić się, bo droga przed nami, a jak długa, tego nie wie nikt… Ktoś powiedział, że powinniśmy sobie zapisywać każdy dzień kiedy przyjmujemy Komunię Św. . Hm… pewnie wtedy nie można przeoczyć wszystkich, tych tzw. małych cudów 🙂 I takim cudem był wyjazd do Zabawy, spotkanie z Dzielnymi M.i J., wspólna modlitwa także na szlaku męczeństwa bł.Karoliny, odwiedziny i nie kończące się rozmowy 🙂

    1. Bardzo chciałbym odwiedzić to miejsce Słyszałam, że wędrówka przez las, gdzie zginęła Karolina to przejmujące przeżycie. Brałam udział w seminarium odnowy wiary z Mocnymi w Duchu i od tej pory prowadzę dzienniczek duchowy. To świetny pomysł, będę zaznaczać te dni, w których przyjęłam Komunię św. dziękuję za inspirację.

  4. Mario Magdaleno, Niewiasto o odważnym Sercu – poruszyłaś dla mnie ważny temat ” Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego”/dziękuję♡
    Ja też już od kilku lat z pomocą Jezusa i Maryi – ratuje dzieci!
    Początki były bardzo trudne – długo się zastanawiałam, czy dam radę?, to nie dla mnie, nie chciałam zawieść, itd. … a to ok. 5 minut dziennie przez 9 miesięcy (1 dziesiątka różańca + określona modlitwa).
    5 sierpnia 2018 r. ponownie z otwartym Sercem, podjęłam decyzję o Duchowej Adopcji … ja już nie potrafię inaczej…

    Tomasz – życzę mu aby odnalazł swoją prawdziwą drogę życia ♡
    Miał szczęście, że Cię spotkał 🙂
    Czy Tomek odwiedził Cię już we Wrocławiu?

    MM – jesteś wspaniałym wzorem do naśladowania dla swoich synów chrzestnych a i my możemy się dużo nauczyć od Ciebie – coś pięknego ♡

    Buen Camino

    Pozdrawiam dziarsko 😉

    Ps. MM – idziemy, idziemy – do pokonania 100 km – bardzo mi się to podoba!
    A skąd wiem?
    No czytam 🙂

  5. Irenko Tomka nie spotkałam, ale jest w moim sercu i pamiętam o nim w modlitwie.
    Co do synów chrzestnych trochę się martwię, czy jestem wystarczająco dobrym wzorem, ale teraz 26 sierpnia powierzyłam ich Maryi. Byliśmy w naszym wrocławskim sanktuarium, w którym posługują Paulini, są w dobrych rękach już nie muszę się martwić.
    ps już blisko do celu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *