W drodze do Santiago de Compostela – Lugo

63Postanawiam zostać dzień w Lugo. To niezwykłe miasteczko zawiera kompletne mury z czasów rzymskich. Ogromne wrażenie robi katedra z XII w., która łączy style: romański, barokowy i neoklasycystyczny. Spędzam dużo czasu na adoracji Najświętszego Sakramentu. Hostia umieszczona w ogromnej monstrancji wbudowanej w ołtarz działa jak zaproszenie. Wnętrze katedry jest przepiękne, przed ołtarzem znajdują się rzeźbione ławki, taka jakby wysepka dla VIP-ów. Modlę się tam – też jestem VIP-em – córką Króla, to miejsce jest jakby specjalne przygotowane dla mnie. Katedra zawiera również sporo ciekawych ołtarzy. Na jednym z nich św. Józef, który pochyla się nad kilkuletnim Jezusem. To taka bardzo rodzinna scena, św. Józef jako ojciec wydaje się tak bliski, a Jezus jest małym wdzięcznym chłopcem. W rogu katedry stoi dziwny wóz-karoca, na którym siedzą apostołowie naturalnych rozmiarów. Może ten pojazd używany jest w Boże Ciało? Nigdy nie widziałam czegoś takiego.

Rano Msza św. odprawiana jest w przepięknej barokowej kaplicy Matki Bożej. Moją uwagę zwracają starsze kobiety, które przychodzą w tygodniu na Mszę św.; są bardzo elegancko ubrane. Noszą sukienki, mają szaliczki, wachlarze, okulary przeciwsłoneczne, biżuterię. To miły widok, jak celebrują swoją kobiecość. Nie ma znaczenia wiek, ani waga.
Naprzeciwko katedry jest monumentalny pałac biskupi. Ta budowla jest również godna uwagi. W Lugo zostaje również Ewa, którą znam z trasy. Umawiamy się po południu na wspólne zwiedzanie. Obie śpimy w zatęchłym hoteliku, bo w alberdze ze względu na innych pielgrzymów można zostać tylko 1 noc. Zwiedzamy muzeum miejskie, a tam ciekawy film dokumentalny o tym, w jaki sposób odzyskano mury miejskie. Miasto żyło rozwijało się i było mnóstwo domów, które przybudowano bezpośrednio do murów. Stworzono specjalny miejski projekt, wyburzono wszystkie domy, które przylegały do substancji, ludzi wysiedlono. Dziś mury wpisane na listę światowego dziedzictwa wyglądają tak, jak w czasach rzymskich, a jedną z atrakcji turystycznych jest spacer po nich. Razem z Ewą obchodzimy murami całe miasto. Idziemy jeszcze do muzeum sakralnego. W jednej z sal spotykamy figurę świętego, Ewa mówi: -patrz, odnalazłyśmy księdza. To naprawdę przedziwne. Ksiądz, którego spotkałam w dniu, gdy modliłam się w swojej intencji, następnego dnia zniknął. Wszystkich spotkanych w drodze odnalazłam w Santiago, a ksiądz i jego towarzysze rozpłynęli się. Bardzo żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia tego świętego i nie jestem dziś pewna, co to był za święty, wydaje mi się, że to był św. Piotr. Zwróciły moją uwagę szczególnie oczy świętego, wzniesione ku niebu. Ten kapłan w trakcie konsekracji, wznosił je w taki sam sposób. Słyszałam o historii, że pewien mnich udzielił pomocy w okolicach klasztoru na Syberii zmarzniętym na kość wędrowcom. Gdy już odpoczęli w klasztorze zobaczyli na ścianie obraz. Pytali, gdzie jest ten mnich, bo to właśnie go spotkali na drodze. Okazało się, że to święty mnich z tego klasztoru, który zmarł kilka wieków wcześniej.
Ta historia z księdzem do dziś pozostaje dla mnie wielką tajemnicą. Kimże jest człowiek Panie, że o nim pamiętasz…?  http://dzielneniewiasty.pl/w-drodze-do-santiago-de-compostela-jak-bog-czyni-cuda/

6 myśli do „W drodze do Santiago de Compostela – Lugo”

  1. Witam
    Dziękuję za ten wpis bardzo ciekawy i jestem pod wrażeniem opisu kobiet które są ubrane w sukienki ponieważ sama jestem zwolenniczką sukienek .Bardzo mnie to podniosło na duchu i od razu poczułam się wspaniałą kobietą Dzielną .A jeszcze proszę o napisanie jaką trasą wędrowałaś pozdrawiam Ewa

  2. Za każdym razem, gdy byłam w Hiszpanii moją uwagę zwracały eleganckie kobiety, starsze panie szczególnie.
    W Madrycie widziałam wiele starszych kobiet też w kobiecych garniturkach, uszytych na miarę, w pastelowych kolorach. Wachlarze w metrze i staranne fryzury, to moje wspomnienie z Hiszpanii. Od tego czasu sama latem w torebce noszę wachlarz. Trzy lata temu były ogromne upały w Polsce. Na Mszy św. odpustowej w sąsiedniej parafii też miałam wachlarz, który prawdę powiedziawszy ratował życie, tak było duszno w kościele. Ten fakt skomentował nawet kaznodzieja, powiedział, że po Mszy św. wszyscy na odpuście takowe wachlarze zakupimy. Ja 4 dni wędrowałam szlakiem francuskim, potem zmieniłam na camino primitivo. Zachęcam do lektury poprzednich wpisów, gdzie wszystko jest udokumentowane, choć to już 20 odcinków 🙂

  3. Mario Magdaleno po lekturze tego wpisu przychodzą mi na myśl słowa Psalmu „Panie, przenikasz i znasz mnie”.
    Patrząc na historię Twojego camino, widać ile cudów się wydarza. A i św. Józef dyskretnie Ci towarzyszy 🙂

    1. Aniu, ja myślę, że cuda się zdarzają tez w codziennym życiu, ale o nich zapominamy. Na pielgrzymce chyba człowiek ma oczy szeroko otwarte. Jeszcze na camino nie wiedziałam, że wybiorę św. Józefa na patrona swojego domu, a to był pewnie pierwszy znak 🙂

  4. Mario Magdaleno – bardzo lubię razem z Tobą i innymi, zwiedzać, przeżywać i dowiadywać się o … Ciekawi mnie Twoja Droga św. Jakuba 🙂

    MM, Aniu – zgadzam się z Wami – Św. Józef wiernie nam towarzyszy w codzienności ♡

    Buen Camino

    Pozdrawiam ze słonecznego Krakowa ☆

    Dzis niebo ma kolor dobroci a w Sercu – Droga Krzyżowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *