W drodze do Santiago de Compostela – idę.

Droga do Santiago nauczyła mnie dawać ludziom wolność. Nikogo nie zachęcałam, aby ze mną szedł, do nikogo też nie przyłączałam się na siłę. Wszystko działo się w wolności. To pozwalało mi zrozumieć, że ludzie przychodzą i odchodzą… I tak jest w życiu. Gdy jednak spisuję swoje wspomnienia, uświadamiam sobie, że kolejne już dwa dni spędziłam z Rose, która tak bardzo mnie męczyła, a mam wrażenie, że i ona męczyła się ze mną. Dlaczego pozwalamy na to, aby ludzie, którzy są dla nas utrapieniem, a czasem nawet udręką byli częścią naszego życia? Warto się nad tym zastanowić.
Nie wysyłamy dalej naszych plecaków, tylko je niesiemy. Największe trudy za nami, moje kolano doszło do siebie, a więc i nieść jest lepiej. Pielgrzymka ma wszak charakter pokutny. Z dzisiejszej perspektywy nie potrafię wytłumaczyć tego racjonalnie, dlaczego dalej szłam z Rose. Snując analogie do życia, myślę, że byłam w wielu niszczących mnie relacjach. Czasem może to być pseudoprzyjaciółka, która do nas dzwoni, by gadać godzinami, a nigdy nie zapyta jak się czujemy, czy w ogóle, co u nas. Czasem może to być mąż… I choć w Kościele katolickim nie ma rozwodów, to gdy życie lub zdrowie fizyczne, czy psychiczne kobiety albo dzieci jest zagrożone, trzeba się odseparować. Często trudno to zrobić bez pomocy z zewnętrz, bo w większości przypadków taka relacja jest współuzależnieniem.
Tego dnia przechodzimy przez wielką tamę. Rose mówi, że bardzo boi się takich miejsc. Ja podchodzę do krawędzi, słyszę od Rose, że jestem bardzo odważna. Przychodzi mi wówczas do głowy, że ten jej lęk wynika z tego, że nie ma Boga w jej życiu. Ja również miewam różne lęki, ale wiem, że one pochodzą od Złego. Bóg wielokrotnie mówi w Biblii: Nie lękaj się! Nawet, gdy łódź jest szarpana falami, Jezus w niej jest. Po drodze spotykamy Holendrów, mówią, że wyruszyli 8 lat temu od progu swojego domu, co roku szli kawałek i w tym roku dojdą do Santiago. Tak sobie myślę: też bym tak chciała.
Na nocleg dochodzimy do Grandas de Salime. Śpimy znów w jakimś pensjonacie, w którym jest strasznie zimno. Przygotowuję sałatkę z tuńczykiem dla siebie i Rose. Ona mówi, że nie będzie jadła. No cóż, jak mawia moja ciocia nie miła „bogu” ofiara, choć cielę do domu. Potem pytam czy wyjdzie ze mną na kawę, bo jest mi tu zimno, odmawia. Po drodze spotykam znajomą Francuzkę opowiada, że miasteczku jest przepiękne muzeum etnograficzne z bardzo bogatą kolekcją, bilet kosztuje tylko1 euro. Wypijam kawę i jakiś lokalny koniak, aby się rozgrzać i już pragnę wychodzić do muzeum, wpada Rose, mówi mi, że mam Mszę św. o 19.00 – to miłe z jej strony (sama też sprawdziłam przed wejściem do knajpki). Rose pyta, czy z nią zostanę, ja na to, że nie teraz, bo biegnę do muzeum, a potem na Mszę św. Może pójdziemy do muzeum razem? – pytam. Mnie to nie interesuje – słyszę w odpowiedzi. Wchodzę do muzeum, spotykam Izaaka i Rafaela z grupą młodych ludzi. Muzeum jest rzeczywiście niesamowite. Nigdy nie widziałam tak bogatych zbiorów, a to przecież małe miasteczko. Chaty, narzędzia rolnicze, ale jest też zaaranżowana klasa szkolna, sklep z towarami z XIX w. a także sale tematyczne: fryzjerstwo, przybory dentystyczne, zabawki itp. W jednej sali jest urządzona wiejska sypialnia, stare łóżko, szafki, firanki i lampka. Nad łóżkiem wisi wizerunek cudownego medalika wydrukowany na makatce. Wołam Izaaka, aby mu to pokazać, on też został przeze mnie obdarowany tym medalikiem. Zostało jeszcze kilka sal, ale ja już uciekam na Mszę św. Gdy wychodzę spotykam Rose przy kasie i… zrozum tu kobietę. W kościele nie ma nas dużo, ale panuje niezwykła atmosfera. Kościół jest bardzo stary, modliły się w nim na pewno setki pielgrzymów przez wieki. Na koniec ksiądz udziela nam specjalnego błogosławieństwa pielgrzymów. Wracam na nocleg. Rano okazuje się przykra niespodzianka. Pogryzły mnie pluskwy. Jestem wkurzona, bo spałam w tylu albergach, które nie grzeszyły czystością, a przewijały się przez nie setki pielgrzymów i nic się nie stało. Martwię się, czy tego paskudztwa nie wlokę ze sobą. No cóż, ale może Pielgrzymka bez takich atrakcji jest nieważna 

7 thoughts on “W drodze do Santiago de Compostela – idę.”

  1. Mario Magdaleno, z pluskwami czy bez, cudowny czas, cudowne rekolekcje w drodze. Dzięki Twoim wspomnieniom też mam okazję do refleksji…
    Czy prowadziłaś pamiętnik w tym czasie na bieżąco, czy wspomnienia powstały po zakończeniu Camino ?

  2. Niestety nie prowadziłam, spisuję wspomnienia teraz, a pewnie gdyby nie portal Dzielnych Niewiast chyba bym się nie zmobilizowała. Korzystam z pieczątek w moim credentialu, dzięki temu wiem gdzie nocowałam oraz z opisu trasy z Internetu, z miejscem kojarzę wspomnienie. Czy też wędrowałaś szlakiem św. Jakuba ?

  3. Nie, nie wędrowałam szlakiem św. Jakuba. Póki co, marzenie o Camino jest bardzo nieśmiałe 🙂 Myślę, że chciałabym wędrować jednak z jakąś znaną mi wspólnotą, nawet gdybyśmy mieli/miały narzucić sobie milczenie na znaczny czas pielgrzymki 🙂 Czytam wszystkie Twoje wpisy, ale ten jakoś szczególnie mnie dotknął.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na ciąg dalszy 🙂

  4. Weroniko, marzenia się spełniają. Najważniejsze żeby je mieć:)
    Ojciec Paweł mówił, nie pamiętam przy jakiej okazji, że najważniejszym etapem do ich spełnienia jest podjęcie decyzji a potem wszystko układa się tak by ta decyzja zmaterializowała się. Czyli Weroniko wychodzisz z nieśmiałości i mówisz: Tak idę szlakiem św. Jakuba. I pamiętaj zabierz ze sobą pamiętnik albo może lepiej tablet. Będzie bardziej na czasie i relacje na bieżąco będziesz nam słała.

  5. Jak wiesz u mnie decyzja przyszła dość nieoczekiwanie. Wcześniej marzyłam o tym, aby na tę pielgrzymkę iść w grupce i w towarzystwie kapłana. Wiele osób wspominała, że są trudności z uczestniczeniem we Mszy św. W rezultacie uważam, że wielokrotnie udało mi się uczestniczyć we Mszy św., a jak pamiętasz, gdy modliłam się w swojej intencji spotkałam księdza w drodze, które Mszę św. odprawił prawie przy moim posłaniu. Czyli znajdziesz to czego szukasz.

  6. Mario Magdaleno, Niewiasto o odważnym Sercu, podoba mi się tytuł wpisu „idę” – przyznam się – ja bardzo lubię chodzić …. ja już jestem w drodze…

    Życzymy sobie wszyscy dobrej drogi 🙂

    Ps. no były atrakcje 😉

  7. Nasze życie to droga. U mnie ostatnio odezwała się stara kontuzja, która dokuczał mi w drodze do Santiago i chodzę tylko z kijkami.
    Buen Camino tak pozdrawiają się pielgrzymi na szlaku, to znaczy- Dobrej drogi !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *