Przez sport do hartu ducha

Odkrywam, że sport jest ważnym życiowo doświadczeniem. Dlaczego? Bo przez wysiłek, jaki narzucam swojemu ciału, wzmacniam swój charakter.

Sport wymaga zdyscyplinowania. Czy mi się chce czy nie, czy mam „nastrój” czy wręcz przeciwnie – idę na trening. Nawet jeśli jest brzydka pogoda  – nie odpuszczam. Ten trud i wysiłek przekłada się  w końcowym efekcie na satysfakcję: dałam radę! Mogę! To z kolei zwiększa poczucie siły i sprawstwa. Bardzo cenne. Gdy mentalnie czuję się słaba, jestem skłonna w codziennym życiu rezygnować  i wycofywać się.  Sport odwraca tę tendencję. Dodaje mi wiary w siebie. Podnosi zaufanie do siebie i własnych możliwości.

Sport uczy znoszenia bólu. „Tak, bieganie boli. Musi boleć” – te słowa usłyszałam po raz pierwszy będąc kibicem wrocławskiego maratonu. Tak spiker pocieszał wbiegających na metę umęczonych zawodników. Nie tylko bieganie, ale praktycznie każdy trening, nawet ten ogólnorozwojowy, jeżeli jest rzetelny, w pewnym momencie zaczyna „dawać w kość”. Pojawia się ból jako sygnał dojścia do granic wytrzymałości. Nie trzeba się tym zrażać. Stałe powtarzanie ćwiczeń sprawia, że  zwiększa się wydolności, wzrasta kondycja. To widać po efektach: lepszy czas, większy dystans, szybsze tempo itd. Daje to ogromną satysfakcję. Pokazuje sens pracy z ciałem. Patrzę na swój organizm z uznaniem i podziwem. Odkrywam, jak wiele mogę. Super uczucie. Czy to ma wpływ na mój charakter? Jak najbardziej! Pokazuje sens podejmowania wysiłków w każdym innym obszarze mojego życia, np. w życiu społecznym. Czy wspieranie słusznych inicjatyw  lub udział w protestach  może nieźle boleć? Owszem, ale skoro umiem przyjmować i znosić ból fizyczny, jestem gotowa przyjąć i zaakceptować ból psychiczny, emocjonalny czy moralny. Sport zaprawia mnie do takiej hartowności.

Sport pokazuje mi też prawdę o sobie. Jest sprawdzianem tego, co o sobie myślę. Bo może uważam się za słabą kobietę i wycofuję z trudnych sytuacji. Tymczasem przez sport zobaczę, jak potrafię zdobyć się na zaangażowanie i poznam własną determinację. Lub przeciwnie  – uważam się za silną kobietę i wiele angażuję. A sport pokaże, że mało  od siebie wymagam i generalnie się przeceniam.  Sport te fałszywe oceny bardzo szybko zrewiduje. Prawda zaś wyzwala. I jest często punktem wyjścia do zmian. Skutecznym bodźcem. Z tego powodu uważam to za niezwykłe  doświadczenie, że zaczynam od pracy z ciałem w wymiarze czysto fizycznym, a przekłada się to niejako z automatu na dobre zmiany w charakterze, które mogę zobaczyć w sobie.

Jeśli masz wrażenie, że twoje życie gdzieś „utknęło”, pojawiła się monotonia i stagnacja, jakoś nie możesz ruszyć do przodu  – zwiększ swoją aktywność fizyczną. Nordic walking, jazda na rowerze, bieganie, codzienna gimnastyka na świeżym powietrzu  lub basen, cokolwiek wybierzesz, z całą pewnością przyniesie ci radość. Pojawią się dobre zmiany. Gwarantuję ci to. I z serca życzę.

tekst i redakcja: Marzena   zdjęcia : Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *