Na ratunek

Mroźny listopadowy wieczór. Na ławce w parku siedzi w dziwnej pozie mężczyzna. Śpi, zasłabł? Jak zareagować? Taka sytuacja może się zdarzyć każdej z nas. Albo będziemy świadkami wypadku, w którym pojawią się ranni. Jak wtedy pomóc?

Na te i podobne pytania udzielałyśmy odpowiedzi w czasie grudniowych warsztatów prowadzonych przez  trójkę ratowników Maltańskiej Służby Medycznej dla Dzielnych Niewiast w Krakowie. Zajęcia były oczywiście w części teoretyczne, ale też w dużej mierze praktyczne. Uczyłyśmy się udzielać pierwszej pomocy: rozpoznawać, w jakim stanie jest poszkodowany, czy wymaga resuscytacji, jak go ułożyć i wreszcie jak wykorzystać  inne osoby, aby z gapiów stały się skutecznymi pomocnikami.

Każda uczestniczka warsztatów mogła przećwiczyć na fantomie masaż serca i wykorzystanie urządzenia AED. Jest ich w naszym otoczeniu coraz więcej, ale tak naprawdę nie wiemy, jak ich używać. Zwłaszcza osoby czujące duży respekt przed zaawansowaną technologią mają obawy, że sobie nie poradzą albo co gorsza zaszkodzą nieprzytomnemu człowiekowi. Tymczasem AED to aparat prosty w obsłudze i tak zaprogramowany, że na pewno nie każe nam wykonać czynności, która byłaby niebezpieczna dla ratownika czy ratowanego. A co do ręcznego masażu serca – przekonałyśmy się wszystkie, jak dużego wysiłku wymaga ta prosta z pozoru czynność.  Mogłyśmy pytać naszych instruktorów praktycznie o wszystko, sami zachęcali nas do drążenia tematu.

Dowiedziałyśmy się też ( i oczywiście przećwiczyły!), jak udzielić pierwszej

pomocy niemowlęciu czy małemu dziecku, gdy się zakrztusi czy zadławi. Zostałyśmy poinstruowane, jak w podobnej sytuacji pomagać dorosłemu: okazuje się, że popularne podnoszenie rąk do góry nie jest dobrym tropem…

Myślę, że po tych zajęciach każda z nas poczuła się przynajmniej trochę pewniej jako potencjalna ratowniczka. Zwykle sądzimy, że nas podobne sytuacje ominą, ale…strzeżonego Pan Bóg strzeże. Dobrze mieć taką wiedzę i choć trochę praktyki, żeby w razie czego nie stracić głowy. W polskim prawie udzieleniem pomocy jest już wezwanie pogotowia, ale dlaczego nie zrobić więcej, jeśli być może uratuje to komuś życie?

Bardzo potrzebne i ważne warsztaty, chciałoby się rzec: obowiązkowe!

Tekst: Marta G.      Zdjęcia Pixabay

Jedna myśl do “Na ratunek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *