Droga wozu

Mottem jej życia stały się słowa: „Bogu chwałę, bliźniemu radość, sobie cały trud”.

Anna Franciszka Boscardin urodziła się w 1888 r. w Brendola  we Włoszech w biednej, chłopskiej rodzinie Angelo-alkoholika, zazdrośnika i gwałtownika oraz Marii Teresy, kobiety dobrej i pokornej.

Otrzymała tylko podstawowe wykształcenie i to niepełne. Traktowana była często jako mało rozwinięta, uważana za głupka, nazywana „gęsią”, powolna we wszystkim, co robiła, obiekt złośliwych żartów w rodzinnej wiosce,

W dzieciństwie i młodości pracowała na roli, w domu, jako służąca, co powodowało, iż często opuszczała lekcje. Gdy narodziło się powołanie za poradą lokalnego kapłana wybrała w 1904 r. Siostry św. Doroty, Córki Najświętszego Serca w Vinceza przyjmując imię Marii Bertilli (używała tylko tego drugiego imienia).

Była świadoma swoich ułomności i braków, ale postanowiła zostać świętą. „Jestem gęsią, ale nauczcie mnie być świętą”- prosiła siostry w nowicjacie zakonnym.

Początkowo pracowała w klasztornej kuchni, piekarni i pralni. Mimo wielu obowiązków i przykrości ze strony innych sióstr (traktowana jako niedouczona , mało warta zakonnica), nie skarżyła się. Pokonując swoje ograniczenia, ukończyła kurs pielęgniarski.

Wysłana została do Treviso, do szpitala, którym zarządzały Siostry. Tam Bertilla zaczęła posługę pielęgniarską wśród chorych na błonicę (dyfteryt) ubogich dzieci, które trafiały do szpitala z najodleglejszych stron i fatalnym stanie. Żeby podołać obowiązkom, pracowała często w dzień i w nocy, cały czas na nogach, przy łóżkach chorych dzieci lub w gabinecie lekarskim.Wkrótce okazało się , że jest w swojej pracy nieoceniona. Dzieci szybko obdarzały zaufaniem i miłością swoją nową opiekunkę i nie chciały się z nią rozstawać. Natomiast widok cierpienia i uczestniczenie w nim dzień i noc sprawiały, ze wrodzona niezręczność i nieśmiałość Bertlli ulatywała gdzieś, a w ich miejsce pojawiały się słodycz, spokój i bystrość umysłu, które sprawiały, że zawsze była na właściwym miejscu i podejmowała właściwe decyzje.  W 1910 r. zachorowała – zdiagnozowano raka, nie załamywała się, przeszła operację.

W czasie I wojny św. opiekowała się rannymi włoskimi żołnierzami. Szczególnie zwróciła na siebie uwagę w 1917 r., gdy pozostawała w szpitalu z pacjentami nawet podczas najsilniejszych bombardowań, w trakcie i po klęsce Włochów w bitwie pod Caporetto.

Wysłana do szpitala Viggiù w Como cierpliwie, bez protestu, pracowała w szpitalu niosąc pomoc cierpiącym (m.in. na tyfus i gruźlicę) żołnierzom. Jej rosnąca reputacja, zwróciła na siebie uwagę nie tylko szpitalnego kapelana, ale i leczonych oficerów. W  1919 r. została oddziałową przełożoną pielęgniarek w Treviso.

Najważniejsza dla siostry Bertilli była Eucharystia. Wierzyła mocno, że w zjednoczeniu z Jezusem może dokonać wszystkiego, o czym świadczą nieopublikowane teksty z jej dzienniczka duchowego .

Zapytana kiedyś przez współsiostrę o swe życie duchowe, odpowiedziała: „nie wiem co to znaczy ‘zanurzyć się w Panu’. Wystarcza mi zmywanie naczyń i oferowanie mojej pracy Bogu. Nic nie wiem o życiu duchowym. Moją drogą jest droga wozu”. Papież Pius XII podczas beatyfikacji skomentował to, mówiąc: „w pokorze określiła swą drogę jako ‘drogę wozu’, a była to droga zwyczajna, droga Katechizmu”.

Choroba nie wyleczona w 1910 r., powróciła. W 1922 r. w Treviso, Bertilla, po kolejnej operacji, odeszła do Pana mając 34 lata. „Jeśli chcemy zobaczyć Jezusa, musimy umrzeć: jestem przygotowana”, zapisała w swoim notatniku…

U jej grobu zaczęli gromadzić się ci, którym potrzebna była opieka. I tam jej doznawali.

Kilka z niewytłumaczalnych uleczeń, jakie zdarzyły się u jej grobu, stało się podstawą rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. Beatyfikacji dokonał w 1952 r. papież Pius XII, a Jan XXIII w 1961 r. Marię kanonizował. W uroczystościach uczestniczyła nie tylko rodzina, ale dziesiątki jej wdzięcznych pacjentów.

Papież Jan XXIII, podczas kanonizacji, powiedział: „promieniowanie, światło niesione przez św. Bertillę roztaczało coraz szersze kręgi: w oddziałach szpitalnych, w kontakcie z cierpiącymi, uspokajające, niosące ukojenie, pewność i porządek – Pan zawsze stał na jej drodze życia…

Relikwie tej cichej, pokornej, niewiasty, w stanie nienaruszonym, przechowywane są w macierzystym domu zakonnym Sióstr św. Doroty, córek Najświętszego Serca, w Vicenza. Jej wspomnienie przypada 20 października. Jest patronką pielęgniarek i pielęgniarzy.

źródło:

http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/1020stMARIABERTILLABOSCARDINnun01.htm

https://m.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,2597,milosierdzie-to-nie-sprawiedliwosc.html

http://www.opiekun.kalisz.pl/index.php?dzial=artykuly&kat=rokzyciakonsekrowanego&id=6029

czasopismo: Różaniec nr 10/780 2017

 

 

2 myśli do „Droga wozu”

  1. Bertilla – to imię oznacza (jasny, błyszczący, szlachetny ):)
    Niedawno, ktoś mi powiedział, że 20 października przypada Święto Matki Bożej Przedziwnej a tu następna ważna informacja – to również dzień, w którym wspominamy św. Bertillę – dobrze o tym wiedzieć.

    Dla mnie św. Bertilla to Niewiasta o walecznym Sercu, która nigdy się nie poddawała pomimo ograniczeń a to co czyniła dla innych – uff – brak słów/wielki szacunek

    Weroniko, Niewiasto o słonecznym Sercu 🙂 – „strzał w dziesiątkę” – ja naprawdę nic nie wiedziałam na temat św. Bertilli.
    Dlaczego bohaterką Twojego wpisu jest akurat ta Święta?

    Pozdrawiam mocno ♡

    Ps. Zdjęcia tytułowe – Św. Bertilla, bardzo mi przypomina moją babcię Anię – świętej pamięci.

  2. Dziękuję Irenko kochana za komentarz i uzupełnienie 🙂
    Na artykuł o św. Bertilli natknęłam się przypadkowo…
    Jest to Niewiasta o wielkim, kochającym sercu, oddanym Bogu i bliźnim. Jak widać na podstawie jej biografii, mimo ograniczeń jakie się ma, można pomnożyć talenty, które Pan Bóg w każdym z nas złożył. A jak wielkie cuda się dzieją, gdy w to włoży się serce i ofiaruje Bogu .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *