W drodze do Santiago de Compostela – spowiedź życia.

  • Szczęśliwy człowiek,
  • któremu odpuszczona została nieprawość,
  • a grzech jego zapomniany.
  • Szczęśliwy ten,
  • któremu Pan nie poczytuje winy, a w jego duszy nie kryje się podstęp.
  • Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy.
  • Rzekłem: „Wyznaję mą nieprawość Panu”,
  • a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.
  • Do Ciebie więc modlić się będzie każdy wierny, gdy znajdzie się w potrzebie.
  • Choćby nawet wezbrały wody,
  • fale go nie dosięgną.
  • Ty jesteś moją ucieczką,
  • wyrwiesz mnie z ucisku,
  • otoczysz mnie radością
  • z mego ocalenia.
  • PS 32

Rano wręczam Francuzowi 20 euro i proszę, aby pomodlił się za mnie. Patrzy zaskoczony, chyba modlić się nie umie. „Więcej jest radości w dawaniu niźli w braniu”– powiadam mu i przytulam go. Przychodzi czas rozstania z Anią, moją pierwszą towarzyszką drogi. Gdy już wszyscy odchodzą, idę na jutrznię i pytam o spowiedź. Ksiądz mówi, że starszy kapłan będzie spowiadał przed Mszą Św. która jest o 10.00. Po małym śniadaniu wracam do kościoła, modlę się przed spowiedzią. W końcu przychodzi ksiądz. Wyznaję z drżeniem serca, że dziś dotrę do góry, gdzie pod krzyżem ludzie zostawiają swoje kamienie, które zabrali z domu. Kamienie te symbolizują grzech. Ja swój kamień pragnę zostawić tu na dole w trakcie spowiedzi, a pod krzyżem wyrzucić go tylko symbolicznie. Mówię księdzu, że pierwszy raz będę spowiadać się po niemiecku. To spowiedź generalna z grzechów dotyczących mojego małżeństwa. Duch św. działa, bo nie mam problemu z formułowaniem swoich grzechów i myśli w obcym języku. Otrzymuje wskazówkę, że całą swoją przeszłość mogę powierzyć tylko Bożemu Miłosierdziu. Nie mam na nią wpływu. Spowiednik okazuje się być misjonarzem, który wiele lat spełniał swoją misję w Afryce. Jest w nim dużo pokory i życzliwości. Na zakończenie otrzymuję Słowo o bogatym młodzieńcu, który wszystkie przykazania spełniał od młodości i zapytał, czego mu jeszcze brakuje. Sprzedaj wszystko co masz i chodź za mną-odpowiedział mu Jezus. Do dziś rozważam, czego Pan ode mnie oczekuje. Czy powołuje mnie na swoją wyłączną służbę? Dlaczego dostałam akurat to Słowo podczas tej przejmującej spowiedzi? Moje serce raduje się wolnością, wyruszam z pośpiechem w góry. Jestem całkiem sama. Dziwne to uczucie. Zastanawiam się, jak czuje się Ania. Pod koniec pierwszego etapu dołącza do mnie młody mężczyzna. Zaczynamy rozmawiać. On jest Libańczykiem mieszkającym z Londynie. Mówił, że jego życie to była jedna wielka gonitwa. Nawet tu na Camino, zawsze chciał być pierwszy przed wszystkimi, aż w końcu zrozumiał, że życie to nie wyścigi. Opowiada mi, że za Burgos jest bardzo depresyjny krajobraz, wspominali o tym też inni pielgrzymi. Wokoło jest ciągle to samo, więc człowiek musi coś zrobić z myślami. Wyznaje mi że on na tej tym odcinku rozmawiał z Bogiem. Nie widziałem Go, ale rozmawiałem z Nim. Patrzy na moją reakcję, czy nie uważam go za wariata. ”Rozumiem – odpowiadam – to normalne, że na pielgrzymce rozmawiasz z Bogiem”. Potem pytam go, czy zna św. Charbela, oczywiście tak. Ja przed Pielgrzymką odprawiałam nowennę za jego wstawiennictwem o zdrowie duszy i ciała. Przed pielgrzymką odezwała się stara kontuzja kolana.  Bałam się, co będzie na Camino, gdy trzeba będzie nieść plecak. Rozmawiamy o tym, że w Libanie liturgia sprawowana jest w języku aramejskim, czyli tym, którego używał Jezus. To przedziwne, że spotkałam akurat Libańczyka. Na postoju ten młody mężczyzna stawia mi kawę, ja darowuję mu cudowny medalik. Całuje go, jest bardzo uradowany. Krzyczy: „I will pry for you” i znika na drodze. Jeszcze, gdy wędrowałam z Anią kupiłyśmy od pewnej babci kije pielgrzymie. Kostur okazał się bardzo przydatny. Moje kolano boli mnie, a przecież tysiące pielgrzymów zabierając kije w drogę nie mogło się mylić. Idę dalej sama, mijam dziewczynę, która wydaje się być zagubiona. Pytam, czy coś się dzieje, mówi, że zgubiła koleżankę; koleżankę spotykam później, mówię jej, gdzie tamta czeka. Docieram wreszcie pod Krzyż z górą kamieni: Cruzz de Ferro.  Swój kamień wyrzucam z ulgą, ale i złością: Idź grzechu precz ode mnie. Następnie wspinam się na najwyższy szczyt drogi francuskiej 1517 m n.p.m. Kolano boli już bardzo, mam opaskę i posmarowałam żelem przeciwbólowym. Mija mnie para w średnim wieku, spotkałam ich wcześniej. On jest Australijczykiem, wręcza mi jeden ze swoich kijów trekingowych, abym mogła dojść na nocleg. Dochodzimy do El Acebo. Tu trafiam do albergi parafialnej św. Jakuba Apostoła. W alberdze wolontariuszami są ojciec i syn.  Nocleg i kolacja jest donativo (jak ktoś napisał w poradniku nie mylić z za darmo). Zresztą jest wywieszona karteczka: „Pamiętaj, że kolacja dziś jest ugotowana z tego, co ludzie podarowali wczoraj”. Hospitaliero (gospodarz) zaprasza nas jeszcze na wspólny zachód słońca na wzgórze pod krzyż. Jest miły nastrój, widoki piękne. W pewnym momencie Australijczyk, który wręczył mi wcześniej kijka, zaczyna śpiewać. Jego głos rozchodzi się w sposób niesamowity. Zastawiam się, jak on to robi.  Dopiero potem dowiaduję się, że jest profesjonalnym piosenkarzem. Umie po prostu operować głosem. Potem jeszcze wspólna kolacja, danie z soczewicy z kiełbaską i bardzo dobre domowe wino. Jest naprawdę miło, panuje duch Camino. Cieszę się, że tu się zatrzymałam, choć sama sypialnia nie wydaje się najczystsza. Następnego dnia okazuje się, że kijek mogę zatrzymać- to prezent dla mnie. W sumie żałowałam, że nie wzięłam autografu, ani nie zapytałam o nazwisko, a dziś już nie pamiętam imienia. Może był to ktoś znany w Australii. Gdy następnego dnia dzwonią do mnie z biura, jak tam na Camino, odpowiadam: „Rano młody Libańczyk postawił mi kawę, a wieczorem australijski piosenkarz podarował mi kijka. To jest życie pełne przygody…”

PS zdjęcia zostały mi użyczone z bloga podróże bez ości.

7 przemyśleń nt. „W drodze do Santiago de Compostela – spowiedź życia.”

  1. Jedną z wspanialszych rzeczy na Camino jest niewiadoma, kogo się spotka, z kim będzie się miało okazję porozmawiać lub kogo poznać. By jednak to w pełni docenić należy być otwartym na drugiego człowieka, tak jak Ty byłaś 😃.

  2. Dla człowieka nie jest dobrze, jeżeli swoją wartość uzależnia od opinii innych. To bardzo niebezpieczne, bo ta opinia może się zmieniać, a każdy człowiek jest wartościowy bez względu na to, co inni sądzą. Z drugiej jednak strony to często nasi bracia zauważają nasze zalety lub talenty, których my nie zauważamy lub traktujemy jako coś oczywistego. Otwartość istotnie pomagała mi w życiu. Cieszę się, że została dostrzeżona 🙂

  3. – otoczysz mnie radością – to czuję 🙂
    Mario Magdaleno – Dzielna z Ciebie pszczółka – dzielnie piszesz!
    Spowiedź – osobisty temat ale dostałam kiedyś niesamowitą pokutę – „proszę się napić dobrej kawy i uśmiechać się” 🙂
    MM – no racja – każdy człowiek jest wartościowy bez względu na to, co inni sądzą ale dobroć innych: otwiera też nasze Serca, wspiera nasze działania, daje siłę, radość, itd.!

    1. Irenko, ks. Pawlukiewicz mówi, ze są dziewczyny, które jeżdzą z rekolekcji na rekolekcje, a we wszystkim musi być umiar. Po prostu trzeba żyć Bogiem codziennie. On wtedy chętnie dałby im pokutę: pójdź do kosmetyczki. Ja sama w Wielkim Poście postanowiłam więcej zadbać o swoje ciało. Nie zawsze się udaje. Usłyszałam też kiedyś od kapłana, że ważne, aby pokuty nie odkładać. Ja tak kiedyś zrobiłam i za dwa dni znów musiałam się znaleźć w konfesjonale. Ksiądz mnie wtedy upomniał. Czy Ty pokutę odprawiłaś ?

      1. Mario Magdaleno – odprawiłam pokutę, w tym samym dniu (nie było na co czekać) – nadal pije kawę (jestem chyba już w tej dziedzinie ekspertem 😉 ).
        W pracy na zajęciach – zostało mi zadane pytanie – dlaczego ja tak często pije kawę? Odpowiedziałam, że herbata też może być i lubię ale nie ma jak dobra kawa 🙂 – dostarczylo nam to wiele radości i uśmiechu 🙂
        Tak trzeba zadbać też o swoje ciało – jestem typem „sportowca” – lubię ruch – staram się coś robić w tym kierunku – nie zawsze tyle ile bym chciała – CZAS!

        Pozdrawiam sportowo 🙂

  4. Mario Magdaleno, pięknie piszesz o swoim pielgrzymowaniu: duch łączy się z ciałem, uniesienie z trudem, niebo z ziemią, myśl z materią. Dziękuję za Twoje hojne dawanie!

    1. Marto dziękuję za dobre słowo, bo Twój „komplement” mnożę razy 3. Dziś sobie rano myślałam, jak ta kobitka pięknie posługuje się językiem i że możesz dla mnie stanowić inspirację. I w ogóle dziś rano postanowiłam zapisać się na warsztaty literackie. Jeszcze nie wiem gdzie, ale jak powiedział Dominikanin o. Krzysztof Pałys, autor książki: Autostopem do Matki Teresy: jest we mnie pewien rodzaj bezczelnej wiary, że jeśli Bóg daje pragnienie to pozwoli je zrealizować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *